Nowy Numer 29/2018 Archiwum

O przemijaniu i płaczu z radości

Z rzeczy świata tego zostaną tylko dwie, Dwie tylko: poezja i dobroć... i więcej nic... C. K. Norwid

Przecież to było wczoraj: koncert chórów w pełnej choinek, gwiazd i pastuszków pszowskiej bazylice. Słyszę ciągle i jeszcze, jak pod wymalowane różańcowymi freskami sklepienie kościoła (i dalej, ku niebu…) unoszą się sylaby kolęd, z pochylonymi samogłoskami górnośląskiej wersji polszczyzny, twardymi, męskimi głosami wycinane z języka. „Witaj nas krasny panicu, witaj niebieski dziedzicu...”. Ale zaglądam do notatnika: to nie było wczoraj – to był początek stycznia, to było trzy miesiące temu… Co się z tym czasem stało? 90 dni, gdzie one są? Zawiane śniegiem, ukryte w ciężkiej zimie?

Czy świat i życie zawsze tak szybko pędziły i przemijały? Nie wiem, żyję dopiero teraz. Czy nie jest to wina łatwości podróżowania w naszej epoce, bo przecież niewątpliwie mają rację Francuzi, kiedy powiadają, że partir, c’est toujours mourir un peu – wyjeżdżać to zawsze trochę umrzeć. Może jak się stoi, a nie biegnie, to się bardziej kontroluje upływ czasu? A już zupełnie poważnie: być może wyda się to banalne, ale jak tu, na styku Wielkiego Postu i Wielkanocy, nie myśleć o przemijaniu, o nieuchronności śmierci i cudzie życia, o ich trwałym splocie, o ich obecności w sercu chrześcijańskiej wiary, na samym jej dnie. I jak, patrząc na mijanie nas i świata, nie pytać z księdzem Januszem Pasierbem: „jak to będzie” (to zarazem tytuł wiersza)? To znaczy:

jak my kiedyś umrzemy
skoro ciągle
łatwiej przychodzi nam
opuścić Boga niż życie

Bo przecież modliliśmy się przez cały Wielki Post o „szczęśliwe w łasce Bożej dokończenie” (Gorzkie Żale, cz. III, „Instrukcyja o intencyjej”, zachowując język i jego pisownię z początku XVIII wieku).

***
Również w tym samym Wielkim Poście słuchaliśmy papieża. W wielkopostnym orędziu mówił do nas rzeczy cudownie piękne: o sprawiedliwości, że polega ona na tym, aby dać każdemu, co mu się należy – dare cuique suum. I że to, co się najbardziej należy człowiekowi – miłość, trwała i nieśmiertelna – może on otrzymać jedynie darmo. Oto paradoks sprawiedliwości… Człowiek potrzebuje Boga, jeśli ma być wrócony szczęściu, sensowi istnienia. Człowiek nie jest samowystarczalny, potrzebuje Drugiego, aby w pełni być sobą. Potrzebuje pokory, aby otrzymać sens. Potrzebuje Boga, aby jego życiu stała się sprawiedliwość.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji