Nowy numer 47/2020 Archiwum

Władca narodowej wyobraźni

Nie wiadomo, jak naprawdę wyglądali Stańczyk, Rejtan czy Mieszko I. A jednak wydaje się nam, że wiemy. Nie możemy bowiem wymazać z pamięci sugestywnych wizji Jana Matejki.

Nie jest dziś dla nas tak po prostu malarzem historycznym. To wieszcz, twórca narodowy, który w dziedzinie malarstwa jest kimś takim jak Mickiewicz w poezji. Sam świadomie pragnął pełnić taką rolę. „Sztuka jest pewnego rodzaju orężem w ręku (…), oddzielać sztukę od miłości ojczyzny nie wolno!” – pisał. Gdy umierał, jego ostatnie słowa brzmiały: „Módlmy się za ojczyznę! Boże błogosławiony!”. W czasie jego pogrzebu bił dzwon Zygmunta.

A jednak Matejko nie cieszy się dziś takim szacunkiem jak Mickiewicz czy Chopin. Atakowano go za życia, lekceważono po śmierci. W XIX wieku oburzał zarówno konserwatystów, jak i „postępowców” swoją wizją historii. W XX wieku nastała natomiast moda na lekceważenie jego umiejętności malarskich. Wśród historyków sztuki do dziś popularna jest opinia, że Matejko był słabym malarzem, nie radził sobie z kompozycją i nie umiał twórczo operować kolorem.

Polak z wyboru
Jak wielu wybitnych polskich patriotów, zasłużonych dla narodowej kultury, Jan Matejko był człowiekiem obcego pochodzenia. Ojciec, Czech František Matejko, przyjechał z Hradec Králové do Krakowa jako nauczyciel muzyki. Jednak rodzina Matejków głęboko pokochała Polskę. Dwaj bracia Jana walczyli w powstaniu styczniowym. Sam malarz z powodu wątłej postury i słabego wzroku nie walczył, ale woził powstańcom broń.

Jako artysta wyznaczył sobie zadanie budzenia narodowego ducha i temu podporządkował całą swoją twórczość. Wielkie kompozycje, przedstawiające przełomowe chwile w historii Polski, zaopatrywał w swego rodzaju klucze: szkice tłumaczące, kto jest kim na obrazie. Niesamowicie pracowity, całymi dniami przerysowywał przedmioty związane z narodową historią – zabytki muzealne, detale architektoniczne, które potem umieszczał na swoich płótnach. Zbiór takich rysunków, nazywany przez artystę „skarbczykiem”, obejmował pod koniec życia malarza 2149 pozycji. Przygotowując na przykład podobiznę Zygmunta Starego w „Hołdzie pruskim”, Matejko oparł się na uwiecznionych w „skarbczyku” szkicach. Jeden z nich przedstawiał medalion, wmurowany w ścianę klasztoru Cystersów w Mogile, a drugi głowę króla wyrzeźbioną w Kaplicy Zygmuntowskiej na Wawelu. Nie przeszkodziło mu to posłużyć się też żywym modelem, którym był ks. Smoczyński, proboszcz z Tenczynka koło Krakowa.

Policzkować trupa matki się nie godzi
Dziś może trudno nam w to uwierzyć, ale Matejkę za życia oskarżano o „szarganie narodowych świętości”. Burzę wywołał już jeden z jego pierwszych znanych obrazów, „Rejtan”. Wielu krytyków było oburzonych tym, że można w ogóle przedstawiać na płótnie tak wstydliwy epizod polskich dziejów. Lucjan Siemieński pisał o „eksploatacji narodowego skandalu”, wielki poeta Cyprian Kamil Norwid wtórował: „wszystko tam wyzute z ideału, Reytan wąsaty demoniak”. Sławny pisarz Józef Ignacy Kraszewski nazwał nawet obraz Matejki policzkiem wymierzonym ojczyźnie – matce. „A policzkować trupa matki się nie godzi” – grzmiał.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama