Gdy 24 lutego ubiegłego roku Rosja zaczęła pełnoskalową inwazję na Ukrainę, komentatorzy krytyczni wobec prezydentury Joe Bidena ubolewali, że to za jego kadencji musimy zmierzyć się z największym zagrożeniem od czasów II wojny światowej. Dominowało zresztą przekonanie, że za Donalda Trumpa Putin nie odważyłby się zaatakować sąsiada, a jeśli to zrobił, to dlatego, że Biden mu sprawę ułatwił. I trzeba przyznać, że nie były to uwagi zupełnie bezpodstawne, bo to rezygnacja Bidena z utrzymania sankcji na Nord Stream 2 dodatkowo ośmieliła Moskwę do agresji i to jego administracja początkowo trochę ospale zareagowała na pierwsze ataki.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








