Nowy numer 47/2020 Archiwum

Śmiech po polsku

Kiedyś specjalnością polskich kabaretów było komentowanie bieżących wydarzeń politycznych. Dziś polityka stała się sceną kabaretową, a artyści muszą szukać innych tematów.

Kiedy w Królestwie Polskim trwała rewolucja 1905 roku, krakowska cyganeria bawiła się w „Cukierni Lwowskiej”, należącej do Jana Michalika. To właśnie tu zrodził się pomysł stworzenia pierwszego polskiego kabaretu. Hasło rzucił dramatopisarz Jan August Kisielewski, który właśnie wrócił z Paryża. Potrzebna była jeszcze nazwa. Narada trwała do ósmej rano. Gdy jej zmęczeni uczestnicy wyszli wreszcie na Rynek, by zaczerpnąć świeżego powietrza, zobaczyli chłopca niosącego pęk dziecinnych baloników. – Ot, mamy nazwę: „Zielony Balonik”! – wykrzyknął któryś.

Zbiorowy wybuch śmiechu
Zielony Balonik nie był jednak kabaretem w dzisiejszym znaczeniu tego słowa. Był to raczej klub artystów, w którym w spontaniczny sposób – przy sporej ilości alkoholu – rodziły się żarty, karykatury, parodie. Programu nie powtarzano nigdy – każdy wieczór stanowił premierę. Do cukierni nie można było się dostać bez specjalnego zaproszenia, ozdobionego przez któregoś z malarzy karykaturzystów.

Z czasem kameralny kabaret stawał się coraz bardziej znany, głównie dzięki szopkom satyrycznym z udziałem znanych postaci życia politycznego i kulturalnego początku XX wieku. Mieszczaństwo powtarzało plotki o nieobyczajnych scenach, jakie dzieją się w kabarecie, o rzekomych orgiach i tańcach nago, tymczasem krakowskie elity ubiegały się o zaproszenia. Mówiono, że Zielony Balonik jest pierwszym zbiorowym wybuchem śmiechu, jaki od czasu rozbiorów rozległ się w Polsce.

O sile kabaretu zdecydowała, obok pomysłowości i atmosfery happeningu, jego strona literacka. Warto przypomnieć, że wśród autorów tekstów „Zielonego Balonika” były takie osobowości jak Leon Schiller, Adolf Nowaczyński czy Tadeusz Boy-Żeleński. To właśnie „Słówka” tego ostatniego – wierszyki, kuplety i piosenki stały się znakiem firmowym kabaretu. To jemu zawdzięczamy wiele powiedzeń, które weszły do języka codziennego, jak choćby: „W tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz”.

Do tradycji Zielonego Balonika nawiązywali także artyści okresu międzywojnia, m.in. kabaret „Picador”, związany z literacką grupą „Skamander”, czy „Cyrulik Warszawski”. Te kabarety gromadziły wokół siebie najwybitniejszych literatów, takich jak: Julian Tuwim, Konstanty Ildefons Gałczyński, Kazimierz Wierzyński, Antoni Słonimski czy Jarosław Iwaszkiewicz. Nic więc dziwnego, że poziom przedwojennych kabaretów przewyższał o kilka klas większość dzisiejszych produkcji.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Szymon Babuchowski

Kierownik działu „Kultura”

Doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa. Przez cztery lata pracował jako nauczyciel języka polskiego, w „Gościu” jest od 2004 roku. Poeta, autor pięciu tomów wierszy. Dwa ostatnie były nominowane do Orfeusza – Nagrody Poetyckiej im. K.I. Gałczyńskiego, a „Jak daleko” został dodatkowo uhonorowany Orfeuszem Czytelników. Laureat Nagrody Fundacji im. ks. Janusza St. Pasierba, stypendysta Fundacji Grazella im. Anny Siemieńskiej. Tłumaczony na język hiszpański, francuski, serbski, chorwacki, czarnogórski, czeski i słoweński. W latach 2008-2016 prowadził dział poetycki w magazynie „44/ Czterdzieści i Cztery”. Wraz z zespołem Dobre Ludzie nagrał płyty: Łagodne przejście (2015) i Dalej (2019). Jest też pomysłodawcą i współautorem zbioru reportaży z Ameryki Południowej „Kościół na końcu świata” oraz autorem wywiadu rzeki z Natalią Niemen „Niebo będzie później”. Jego wiersze i teksty śpiewają m.in. Natalia Niemen i Stanisław Soyka.

Kontakt:
szymon.babuchowski@gosc.pl
Więcej artykułów Szymona Babuchowskiego

 

Zobacz także