Nowy numer 2/2021 Archiwum

Odwaga świętości - odwaga krzyża

Jugosłowiański dysydent Milovan Dżilas, który pozostał wierny ideom komunizmu, choć zerwał z Tito z powodu jego brutalnego autorytaryzmu, był pod wielkim wrażeniem Jana Pawła II. Tym, co poruszało go najbardziej – jak sam kiedyś powiedział – była absolutna odwaga Karola Wojtyły.

Karol Wojtyła nie żył bez lęku, a na pewno się go nie wypierał. Raczej żył poza lękiem, a jego męstwo wyrażało jego wiarę. Wierzył, że strach całego świata został wzięty przez Syna Bożego na krzyż i ofiarowany Bogu Ojcu w akcie doskonałego posłuszeństwa. Wierzył także, że Bóg Ojciec odpowiedział na ten radykalny akt ofiarnej miłości, wskrzeszając Syna z martwych. Stąd brała się wiara Papieża Polaka w to, że uczniowie Syna mogą stawić czoło lękowi, a potem żyć odważnie poza jego dławiącym uściskiem. W taki właśnie sposób żył podczas okupacji faszystowskiej. W taki sposób żył pod opresją komunizmu. W taki sposób zwycięsko stawił czoła swoim obawom przed ciężarem papiestwa, kiedy został powołany 16 października 1978 roku. Przekonania na temat krzyża i zmartwychwstania były źródłem jego odwagi, dzięki której zwycięsko wyszedł z konfrontacji z mafią sandinistów i generałem Wojciechem Jaruzelskim w dramatycznym 1983 roku.

Męstwo Wojtyły leżało również u źródeł jego kilku innych wyjątkowych cech charakteru, np. niezwykłej cierpliwości do ludzi i sytuacji. Wierzył, że skoro Bóg rzeczywiście rządzi historią, to człowiek powinien roztropnie, mężnie i cierpliwie czekać, aż osoba bądź sytuacja dojrzeje. Z odwagi brała się także pogoda, z jaką przyjmował cierpienie fizyczne, które w coraz większym stopniu stawało się jego udziałem w ostatniej dekadzie życia. Ci, którzy byli razem z nim w Poliklinice Gemelli w lutym i marcu 2005 roku, zgodnie opowiadali o jego nadzwyczajnej cierpliwości wobec wyniszczonego ciała. Cierpliwość ta nie była stoicka, ale chrześcijańska, i była owocem tego męstwa, dzięki któremu w milczeniu objął krzyż w ostatni w jego życiu Wielki Piątek.

W krainie zła
Jego odwaga wyrażała się również w gotowości do znoszenia duchowych i psychicznych cierpień, będących nieuniknioną częścią jego powołania. Przeżył ciemne noce, zwłaszcza podczas trudnego lata i jesieni 2003 roku. Jednak te właśnie ciężkie miesiące były najbardziej dramatyczną manifestacją duchowego cierpienia, które jest nieodłączną częścią posługi następcy św. Piotra. Nie mógł uniknąć losu Piotra, czyli tego, że zostanie związany i poprowadzony, dokąd nie chce (co Chrystus zapowiedział Piotrowi, J 21,18). Ta złowroga kraina, do której papież może nie chcieć, ale musi iść, to obszar naznaczony przez ludzkie cierpienie. Świadomość istnienia tej krainy docierała do Jana Pawła II, kiedy na swoim klęczniku, gdzie spędzał samotne 60 lub 90 minut z Bogiem każdego ranka, znajdował przyniesione przez siostrę prośby o modlitwę.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama