GN 50/2018 Archiwum

Historia zwolniła

Papież nauczył Polaków publicznego i wspólnotowego wyrażania wiary, i dziś się tego nie wstydzimy – mówi Piotr Dardziński* w rozmowie z Bogumiłem Łozińskim

Dr Piotr Dardziński jest dyrektorem Centrum Myśli Jana Pawła II w Warszawie, wykłada doktryny polityczne i prawne m.in. na Uniwersytecie Jagiellońskim i w Wyższej Szkole Europejskiej im. ks. J. Tischnera.

Bogumił Łoziński: Co dziś zostało w nas po pontyfikacie Jana Pawła II?
Piotr Dardziński: – Pytania, poszukiwania. Oczywiście mamy pamiątki materialne, ale to, co jest najbardziej frapujące i inspirujące, to nasze nieustanne poszukiwania.

Pytania o co?
– O to, co jest w naszym życiu najistotniejsze, a więc o problemy, które są zawsze: o granice naszej wolności, kim jest dla nas człowiek, czy jesteśmy za kogoś odpowiedzialni, czy nie itd. Oceniając z tej perspektywy, jesteśmy bardzo papiescy, bo to są pytania, które on sam kiedyś sobie stawiał, a potem dawał je jako zadania Polakom.

I jak 5 lat po śmierci Jana Pawła II wygląda nasza odpowiedź na te papieskie pytania?
– W bardzo różny sposób. Na przykład najnowsze badania socjologiczne pokazują, że dla 80 proc. młodych Polaków instytucja małżeństwa, i to z dziećmi, jest postrzegana jako szczególna wartość. Co więcej, za małżeństwo uznają związek kobiety i mężczyzny i chcą zawrzeć ślub kościelny. A przecież rodzina to jeden z centralnych wątków papieskiego nauczania.

Ale jednocześnie 94 proc. młodych Polaków akceptuje rozwód jako sposób rozwiązania problemów małżeńskich…
– Oczywiście przestrzeganie nierozerwalności małżeństwa jest problemem, ale ja jednak nie spodziewałem się tak pozytywnych deklaracji o rodzinie.

A może to pokazuje, że traktujemy nauczanie Kościoła i Jana Pawła II wybiórczo? Inne badania pokazują, że ponad 50 proc. Polaków nie przestrzega etyki seksualnej Kościoła, a co za tym idzie odrzuca papieskie nauczanie o teologii ciała.
– Sprawy związane z etyką seksualną są najtrudniejsze do realizacji dla tych, którzy starają się żyć nauczaniem Jana Pawła II, ponieważ my nie funkcjonujemy w świecie, który jest temu nauczaniu przychylny, wprost przeciwnie. Gdy Karol Wojtyła ponad pół wieku temu w „Miłości i odpowiedzialności” pisał np. o czystości, to już wtedy zwracał uwagę, że ta wartość ma bardzo złą prasę, jest postrzegana negatywnie. Dziś machina reklamowo-rozrywkowo-filozoficzna zachęca ludzi do czegoś zupełnie innego. Stąd deklaracje o przywiązaniu do rodziny mogą budzić optymizm.

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji