Nowy numer 47/2020 Archiwum

Stygmatyk prześwietlony

W jaki sposób Ojciec pojawia się w dwóch miejscach naraz? Dlaczego stygmaty pachną liliami? To perfumy? A może Ojciec sam się okalecza? „Przesłuchanie ojca Pio” ukazuje kapucyna przypartego do muru przez inkwizytora.

Zapowiadał się spokojny dzień. Majowe słońce zalewało promieniami Italię. Biskup Raffaello Carlo Rossi, rodowity Toskańczyk z Pizy, otworzył kopertę – pismo ze Świętego Oficjum. „Zlecamy Waszej Ekscelencji wizytację kanoniczną w San Giovanni Rotondo” – przeczytał. I zadrżał. Wiedział, że to nie będzie zwykła wizytacja. Miał „rozpracować” stygmatyka, o którym szeptały już całe Włochy. Biskup wystraszył się i w pierwszej chwili chciał zrezygnować. Poprosił o zwolnienie z obowiązku „z uwagi na to, że jest on ciężki i nieobojętnej wagi”. Watykan nie przyjął rezygnacji. 14 czerwca 1921 r. inkwizytor zapukał do furty klasztoru w San Giovanni Rotondo…

Inkwizytor dotyka ran
O ojcu Pio napisano tomy. Wydawało się, że wiemy o nim wszystko. Tymczasem na samym dnie morza archiwalnych papierów leżała mała teczka: akta z pierwszego dochodzenia Świętego Oficjum w sprawie ojca Pio. Książka Francesca Castellego zawiera dotąd nie publikowane materiały z pierwszego przesłuchania stygmatyka z 1921 roku. Znajdziemy w niej tajne informacje na temat charyzmatycznego kapucyna, w tym sześć zeznań złożonych przez niego pod przysięgą przed inkwizytorem Świętego Oficjum. To nie wszystko. Inkwizytor chce dotknąć palcem jego ran. Odwinąwszy bandaże z dłoni ojca Pio, skrupulatnie bada rany. Włoska premiera książki wywołała prawdziwą medialną burzę. Nic dziwnego: źródło, do którego dostęp mieli tylko nieliczni, zostało odkryte przed wszystkimi. Ojciec Pio pod przysięgą opowiada (po raz pierwszy!), w jaki sposób rankiem 20 września 1918 roku otrzymał stygmaty: „Dostałem nagle wielkich dreszczy po całym ciele. Potem nastał spokój i zobaczyłem naszego Pana w postawie jak na krzyżu, choć miałem wrażenie, że nie było krzyża, skarżącego się na brak wzajemności u ludzi, szczególnie tych, którzy mu się poświęcili i przez Niego bardziej są umiłowani. Widać było, że cierpi i że chce, by dusze ludzkie dzieliły z nim Jego cierpienie. Zapraszał mnie, bym przejął się Jego cierpieniem (…) i bym jednocześnie troszczył się o zbawienie braci. Na te słowa poczułem się przepełniony współczuciem dla cierpienia Pana i zapytałem go, co mógłbym zrobić. Usłyszałem głos: »Weź udział w mojej Męce«. Gdy wizja już się skończyła, wszedłem w głąb siebie i rozpamiętywałem, co się wydarzyło. Wtedy zobaczyłem te znaki, z których kapały krople krwi. Przedtem niczego nie miałem”.

Odprawia Mszę zbyt pobożnie
Przebywający w San Giovanni Rotondo inkwizytor „prześwietlał” ojca Pio na wylot. Skrupulatnie notował każdy element jego życia. – Ma cerę bladą, z wyglądu wydaje się chorowity i cierpiący (ale nie bardzo), chód ma chwiejny (powiedziałbym raczej, że chodzi powoli i czasem niezbyt pewnie). Czoło wysokie i pogodne, oczy żywe, łagodne, czasem zabłąkane (ale czasem też świdrujące), wyraz twarzy dobry i szczery” – zapisywał. Śledztwo trwało również w czasie Mszy św. Siedzący w jednej z drewnianych ławek biskup notował: „Ojciec Pio odprawia, nawet... za bardzo pobożnie: pięć minut na Memento za żywych, cztery na Memento za zmarłych, dwie minuty na konsekrację Kielicha – mierzone z zegarkiem w dłoni”.
Dlaczego stygmaty wydzielają specyficzny, podobny do aromatu lilii zapach? To perfumy? – pytał. – Nie, w celi nie mam nic prócz mydła – odpowiadał kapucyn. – Co Ojciec czuje? – Ciągły ból. Nieraz nie mogę go wytrzymać. Często towarzyszy mu bardzo wysoka gorączka. Czuję się wtedy jak w piecu. – Jakie umartwienia poza tymi, które są nakazane wszystkim, Ojciec podejmuje? – Żadne. Przyjmuję te, które zsyła mi Pan. Rozbrajająco brzmią bezradne słowa stygmatyka, który przyparty do muru odpowiada na pytanie: – Czy Ojciec przysięga na Św. Ewangelię, że nigdy nie spowodował żadnych zmian na swojej skórze, to znaczy czy nigdy nie wykonywał żadnych znaków, które mogłyby potem pojawić się widzialnie? – Przysięgam, na miłość boską. Na miłość boską! O, jakże byłbym wdzięczny Panu, gdyby mnie od tego uwolnił!

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także