Nowy numer 43/2020 Archiwum

50 minut od Ostrej Bramy

Kiedy siostra Dominika Sokołowska została przeoryszą wileńskich dominikanek, postawiła Bogu warunek: „Moja kadencja trwa trzy lata. Przez ten czas muszą być nowe powołania, inaczej klasztor trzeba będzie zamknąć”.

Klasztor dominikanek istnieje w Wilnie od 70 lat (właśnie świętują jubileusz). Mniszkom udało się w podziemiu przetrwać nawet sowieckie czasy, kiedy Litewska Socjalistyczna Republika Radziecka wchodziła w skład ZSRR. Stale wypraszają łaski dla całego Kościoła. Dziś to jedyny dominikański klasztor kontemplacyjny na Litwie. – Szkoda, że nasz charyzmat na tym terenie nie jest do końca wykorzystany, tutejsi mało o nas wiedzą – martwi się przeorysza, która w Polsce otrzymywała setki listów i maili z prośbami o modlitwę. – Dobrze by było, gdyby przekonali się, że mają w nas wsparcie duchowe, nie są sami w kłopocie, samotności, bólu.



Siostra Teresa dzieli swój czas między modlitwę i pielęgnację przyklasztornego ogrodu

Została przełożoną wileńskiego zgromadzenia 1 kwietnia tego roku. – To nie żart – zastrzega. Przyjechała po 9 latach kierowania wspólnotą w św. Annie pod Częstochową i 6 latach w Radoniach, gdzie zbudowała nowy dom zakonny. Zanim w 1974 r. wstąpiła do klasztoru, wykładała fizykę na Politechnice Gliwickiej. W Wilnie zastała wspólnotę kameralną, liczącą dziesięć sióstr. Najstarsze – 88-letnia Dominika i 85-letnie Bronisława oraz Sabina są mocno schorowane i wymagają stałej opieki. Czwarta z seniorek – s. Teresa, 80-latka, opiekuje się chorymi siostrami, a resztę czasu dzieli między modlitwę i pielęgnację przyklasztornego ogrodu. Tu dosłownie każde źdźbło zna jej rękę. O 10 wieczorem przełożona musi ją gonić, żeby skończyła kosić trawę. Dużo młodsze są siostry Teresa z Białorusi i Faustyna z Wilna.

Choć jedna dziewczyna
Stąd do Ostrej Bramy trzeba iść 50 minut. Ale w domu mniszek dominikańskich temperatura modlitwy jest taka sama jak w sanktuarium. Mimo że na kolanach trwa tam kilka sióstr, a nie setki pielgrzymów. Mieszkają w domku przy ul. Kalvos, na obrzeżach Wilna, na skraju Antokolu, tuż pod lasem. – To miejsce nas wybrało – opowiadają. Przyciągnął je stojący przed domem wysoki betonowy krzyż, który Polak Antoni Tumas, właściciel tych ziem, postawił w 1919 r. z radości, że Polska odzyskała niepodległość. Potem czepiali się go Sowieci, ale wyjaśnił, że to w intencji zmarłego syna, którego tak naprawdę nie miał.

« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama