Nowy numer 3/2021 Archiwum

Przeżyłem horror

Zaczęło się od niewinnych ćwiczeń, a doszło do tego, że radio w domu samo się wyłączało.

Rozbiórka osobowości
Moje dobre samopoczucie prysło jak bańka mydlana. Przyjechałem do domu, miałem właściwe klucze, ale nie mogłem otworzyć drzwi. Nie wiem, dlaczego. Zaczęła się całkowita rozbiórka mojej osobowości, mojej psychiki. Wydawało mi się, że w moim mieszkaniu, z którego czasem korzystał guru, wszystko jest nim skażone. Zacząłem wszystko wyrzucać z domu. Zachowywałem się strasznie. Sąsiedzi chcieli dzwonić na policję. Czułem, jakbym był omotany niewidoczną pajęczyną, samotny na pustyni, bez ratunku. Wyrzuciłem z domu wszystko: meble, dokumenty, zdjęcia. Klucze do domu oddałem jednemu z uczniów. Dlaczego? Nie wiem. Wyszedłem z domu w Krakowie, szedłem pieszo w kierunku Warszawy – bez pieniędzy, dokumentów. Dlaczego? Nie wiem. Czułem, że tu, w Krakowie, wszystko jest przesiąknięte złem, że muszę uciekać. Uszedłem 40 km. O mało nie zabił mnie samochód. W końcu jakiś kierowca zawiózł mnie z powrotem do domu. Odebrałem klucze, ale znowu nie mogłem otworzyć drzwi. Otworzyli je dopiero ślusarze. Powtórzyło się to także później, kiedy wyszedłem na korytarz, żeby zaprosić księdza, chodzącego po kolędzie. Proboszcz się śmiał...

Żadnych oskarżeń
Chciałem się modlić, ale nie mogłem. Mówiłem: „Zdrowaś...”, i nie wiedziałem, co dalej. A przecież znałem modlitwy, kiedyś byłem ministrantem. Koleżanka powiedziała mi: „Musisz iść do spowiedzi”. Ja w sekcie uważałem, że spowiedź jest niepotrzebna, bo człowiek jest tak święty, że jej nie potrzebuje. Mimo oporów i dzięki słowu koleżanki w końcu się wyspowiadałem – w starej kaplicy sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Jak tam trafiłem? Sprzedawałem meble – także w kościołach. Nadal czułem się jak manekin – bez energii. Ale na łąkach wokół bazyliki w Łagiewnikach było mi lepiej. Dlatego tam przychodziłem. Pan Jezus mnie tam ściągał, żeby dać mi trochę ulgi, nadziei. Wyspowiadałem się. Kapłan powiedział: „Jezus Cię kocha. On nie umie inaczej i odpuszcza ci wszystkie grzechy”. Żadnych oskarżeń. Po spowiedzi była chwilowa radość. Chwilowa, bo grzechy zostały odpuszczone, ale rany pozostały.

Do egzorcysty
Potem znów niepokój. Zacząłem pracę, wziąłem pożyczkę. Kupiłem radio – samo się wyłączało, zwłaszcza gdy słuchałem Radia Maryja. Nowa pralka – to samo, nie działa. Wzywam mechanika – pralka działa. W końcu w moim mieszkaniu odprawiono Mszę w intencji uwolnienia mieszkania i problemy się skończyły. Ja sam korzystałem też z posługi egzorcysty. Zacząłem się modlić, spowiadać. Trafiłem na rekolekcje, do michalitów, do ruchu Odnowy w Duchu Świętym, do żyjącego orędziem Bożego Miłosierdzia stowarzyszenia Faustinum. Zacząłem wolontaryjną pracę w sanktuarium w Łagiewnikach. Czytam Słowo Boże. I tak powoli, powoli trwa budowanie mojej nowej osobowości. Boże miłosierdzie? Ono zawsze wyciąga rękę do każdego grzesznika.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama