Nowy numer 48/2020 Archiwum

Kto się boi ekskomuniki?

Pomysł ekskomunikowania minister zdrowia wywołał niezły ferment. To kompromitowanie Kościoła i ruchów pro-life? A może zasadne wezwanie do bardziej konsekwentnej postawy?

Czym właściwie jest ekskomunika?
Słowo „ekskomunika” drażni i budzi mało pozytywne skojarzenia. Zadaniem Kościoła nie jest przecież piętnowanie grzeszników, ale prowadzenie ich do Boga. Prawo kościelne ma dokładnie taki sam cel – pomagać ochrzczonym, słabym i grzesznym, żyć zgodnie ze swoją wiarą. Jeśli w Kodeksie Prawa Kanonicznego z 1983 roku znalazła się cała księga poświęcona sankcjom w Kościele, to znaczy, że i dziś mogą zdarzyć się takie okoliczności, kiedy trzeba je zastosować. Ekskomunika, najcięższa z kościelnych sankcji, jest z definicji karą poprawczą.

Polega ona na pozbawieniu prawa do uczestnictwa w życiu sakramentalnym z powodu ciężkiego przestępstwa wobec porządku i nauki Kościoła. Cel każdej kościelnej kary jest potrój-ny: naprawienie zgorszenia, wyrównanie naruszonej sprawiedliwości i doprowadzenie winnego do poprawy (kan.1341). Chodzi o dobro winowajcy i o dobro wspólnoty. Ekskomunika wskazuje pewną nieprzekraczalną granicę: „katolik tak nie czyni, a jeśliby tak czynił, to wtedy wyłącza się z komunii z Bogiem i ze wspólnotą”. Kara może być zdjęta, jeśli winowajca uzna swój grzech, postanawia poprawę i prosi o pojednanie z Bogiem i Kościołem. W przypadkach określonych przez prawo ekskomunikę można zaciągnąć przez sam fakt popełnienia „kościelnego przestępstwa” (tzw. kara latae sententiae). Dotyczy to czynów, które zostały uznane za szczególnie ciężkie czy szkodliwe dla kościelnej wspólnoty. Nie ma racji ks. Krzysztof Mądel, który w wypowiedzi dla KAI twierdził, że ekskomunika late sententiae funkcjonuje wyłącznie w tzw. zakresie wewnętrznym, co oznacza, że zaciągnięcie tych kar można stwierdzić wyłącznie w konfesjonale i tylko tam możliwe jest ich zniesienie. Kiedy zło jest publiczne, władza kościelna może potwierdzić zaciągnięcie ekskomuniki latae sententiae na piśmie. Mówimy wtedy o tzw. deklaracji ekskomuniki. Ma to miejsce zwłaszcza wtedy, kiedy doszło do publicznego zgorszenia.

Czy Kościół wstydzi się swojego prawa?
Aktualny Kodeks Prawa Kanonicznego stwierdza: „Kto powoduje przerwanie ciąży, po zaistnieniu skutku, podlega ekskomunice wiążącej mocą samego prawa” (kan. 1398). Dopowiedzeniem jest kan. 1329 § 2: „Karze wiążącej mocą samego prawa dołączonej do przestępstwa podlegają wspólnicy nie wymienieni w ustawie lub nakazie, jeśli bez ich udziału przestępstwo nie byłoby dokonane, a kara jest tej natury, że może ich dotyczyć”. Jan Paweł II komentuje: „Za pomocą takiej surowej kary Kościół wskazuje na to przestępstwo jako na jedno z najcięższych i najbardziej niebezpiecznych, zachęcając sprawcę do gorliwego poszukiwania drogi nawrócenia. W Kościele bowiem kara ekskomuniki wymierzana jest po to, aby w pełni uświadomić winnemu powagę popełnionego grzechu, a z kolei by doprowadzić go do koniecznego nawrócenia i pokuty” (Evangelium vitae, 62). Pomysł młodych katolików, domagających się ekskomuniki dla pani minister, można uznać za zbyt radykalny, nie jest on jednak bezzasadny. To, że został wykpiony przez świeckie media, nie dziwi. Ale dlaczego także kościelne autorytety zbyły tę inicjatywę milczeniem lub sceptycznym komentarzem? Wierni mają przecież prawo powoływać się na prawo kanoniczne oraz prosić biskupa o zbadanie sprawy, podjęcie decyzji i jej wytłumaczenie. Tym bardziej gdy rzecz dzieje się w przestrzeni publicznej. To przecież dobra okazja, aby przypomnieć nauczanie Kościoła. Także o ekskomunice za aborcję.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama