Nowy numer 48/2020 Archiwum

Śmierć przyszła w niedzielę

Ks. Andrea Santoro modlił się w swoim kościele w tureckiej Trabzonie, gdy przyszła śmierć wymierzona przez człowieka krzyczącego: „Allah jest wielki”. Zginął jak męczennik

Trudno tu żyć
Było niedzielne popołudnie 5 lutego. Ksiądz Andrea właśnie otworzył kościół. Za chwilę mieszkańcy dzielnicy mieli tu przyjść na międzyreligijne spotkanie. Organizował je nie pierwszy raz. Budowaniu braterskich relacji między żyjącymi obok siebie, w jednej dzielnicy, na jednej ulicy wyznawcami różnych religii poświęcił całe życie. Rok wcześniej postanowił otwierać swój kościół na dwie godziny dziennie – od 10 do 11 rano i od 15 do 16 – dla muzułmanów. Mogli tu przyjść i pomodlić się. Chciał pokazać, że wiara w Boga może łączyć ludzi. Chociaż wyznają inne religie. Chociaż chrześcijanie i muzułmanie modlą się o różnych porach i w różny sposób. Nie zniechęcał się nawet wtedy, kiedy dzieci wbiegały do kościoła tylko po to, by napluć na posadzkę. Nie poddawał się nawet wtedy, gdy plastykowymi butelkami wypełnionymi wodą i kamieniami obrzucano drzwi świątyni i jego mieszkania. – Ludzie są dobrzy – powtarzał. – Trudno tu żyć, ale nie odjadę stąd: to jest Ewangelia.

Modlił się, czekając na uczestników spotkania, gdy w drzwiach kościoła stanął 17-letni chłopak z pistoletem w dłoni. Wymierzył broń w księdza. Zanim strzelił, krzyknął: „Allah u akbar” (Allah jest wielki). Kula trafiła prosto w serce. Ksiądz zmarł natychmiast. Miał 60 lat.

Matka przebacza
Marietta Polselli, matka księdza Andrei Santoro, ostatni raz widziała syna 31 stycznia. Próbowała go delikatnie zatrzymać w Rzymie. – Zobacz, tutaj też jest wiele do zrobienia – przekonywała. Nie został. Coś ciągnęło go do Turcji. Czuł, że tam jest jego „tutaj”, jego dom. – Przed wyjazdem był pogodny jak zawsze – opowiada Magdalena, najmłodsza z sióstr ks. Santoro. – Andrea był prawdziwym misjonarzem, dla niego sama świadomość nieobecności Kościoła w wielu miejscach była źródłem cierpienia.

10 lutego, podczas pogrzebu ks. Andrei Santoro w Bazylice św. Jana na Lateranie, kard. Ruini powie: „Ksiądz Andrea przyjął strasznie serio nauczanie Jezusa Chrystusa”. Kardynał wspominał swoje spotkania z ks. Santoro. – Wiele razy prosił mnie, a wcześniej kard. Polettiego, o pozwolenie na wyjazd, czasami natarczywie. Chciał zdobywać nowe doświadczenia. Był uparty i surowy. Ale płonęła w nim Chrystusowa miłość, chociaż niekiedy wydawało się, że przebierał miarę – mówił.

Kard. Ruini jest przekonany, że ks. Santoro jest męczennikiem wolności religijnej i świadkiem chrześcijańskiej odwagi, której celem nie jest uderzyć i zabić, ale kochać, współczuć i budować tam, gdzie królują nietolerancja, pogarda i nienawiść. Dlatego już w czasie uroczystości pogrzebowej ogłosił rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego. Na tę wieść obecni w bazylice zareagowali oklaskami. Długo nie milkły okrzyki: „Viva, viva don Andrea”. A kiedy umilkły, tłum usłyszał: „Mama księdza Andrei przebacza z całego serca człowiekowi, który zabił jej syna, i odczuwa wielką litość wobec niego, bo jest on także synem jedynego Boga, który jest miłością”. I wszyscy zobaczyli, jak Maria Polselli mocno ściska w dłoniach zdjęcie syna, podnosi do ust i raz po raz całuje.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama