Nowy numer 2/2021 Archiwum

Szybciej czy pobożniej?

Czemu ksiądz tak przedłuża Mszę? Nie dałoby się jakoś tego uprościć? Słysząc takie pytania, kapłan musi się zastanowić,jak pogodzić przeżywanie liturgii w sposób podniosły i budujący wiarę, z oczekiwaniami ludzi sprowadzających swoją religijność tylko do zaliczenia obowiązku.

To trzeba uprościć
Presja ludzkich oczekiwań jest zniewalająca: „Księże – usłyszałem kiedyś od jednego z proboszczów – musimy to odprawić szybko, bo inaczej ludzie przestaną przychodzić”. Oto, co nieraz kształtuje sposób sprawowania liturgii.

Msze na osiedlu trwały po 45 minut i gromadziły co niedzielę kilka tysięcy osób. Suma katedralna trwała półtorej godziny i poza klerykami uczestniczyło w niej zaledwie kilkadziesiąt osób, nie licząc kanoników, kleryków i chóru. Czyżby kryterium pragmatyczne przemawiało na korzyść osiedlowego baraku?

Z pretensjami, że coś trwa w kościele za długo, że „trzeba to uprościć”, albo: „czy to musi być śpiewane?”, spotykam się dziesięć razy częściej niż z żalem, że coś jest odprawiane za szybko. Dlatego wielu księży próbuje odpowiedzieć na oczekiwania, możliwości i mentalność człowieka wychowanego na telewizji i kinie szybkiej akcji.

Łatwo pozbawić liturgię tego, co najistotniejsze – poczucia sacrum. Wielu z nas chciałoby uczestniczyć w liturgii pięknej, głębokiej, nieśpiesznej i przesyconej Bożą obecnością. Ale jak to pogodzić z oczekiwaniami tych, którym szkoda czasu? Jak sprawić, by nie zaprzestali „chodzenia do kościoła”, gdy Msze trochę się wydłużą?

Nic przeciw naturze
Bóg nie lekceważy ludzkiej natury, więc i Kościół bierze ją pod uwagę. Ale celebrowanie sprawne i bez zbędnych dłużyzn, wcale nie oznacza niechlujne, ani tym bardziej z pogwałceniem zasad liturgii. W sakramencie wymowa znaku jest tak samo ważna jak działanie łaski. Trzeba uwzględnić wszystko: ludzkie uczucia, działanie zmysłów, wrażliwość estetyczną, wymowę symboli, ład i harmonię w liturgii. A ludzie są różni, mają różne oczekiwania, różną wrażliwość i wytrzymałość, różne gusta.

Rozumiem doskonale sentyment i tęsknotę za chrzcielnicą, chorałem gregoriańskim, łaciną, barokową ornamentyką, woskowymi świecami. Elementy te i wiele, wiele innych przez wieki były w Kościele czytelnymi znakami łaski oraz miały charakter dydaktyczny: w poglądowy sposób uczyły wiary. Ale musimy pamiętać, że przez wieki zmieniała się też wrażliwość estetyczna i liturgiczna ludzi, stan świadomości wiary i gotowość przeżywania misterium.

Także Kościół zaczął inaczej stawiać akcenty w liturgii. Przeniósł je z elementu „misteryjno-widowiskowego”, któremu często towarzyszy postawa uczuciowego wzruszenia i estetycznego zachwytu, na zaangażowane i świadome uczestnictwo. Na głoszenie Słowa Bożego, poczucie żywej wspólnoty, otwarcie się na działanie Ducha Świętego. Wartość Mszy św. nie leży bowiem w wymiarze ludzkim, lecz Boskim, nie w estetycznej oprawie, lecz mocy Ducha Świętego.

* Ks. Mariusz Pohl – proboszcz w Skrzebowej, małej, wiejskiej parafii w diecezji kaliskiej. Autor kazańw „Bibliotece Kaznodziejskiej”, tekstów w „Katechecie”, „Opiekunie”, „Różańcu” i w Internecie.
skrzebowa@wp.pl

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama