Nowy numer 49/2020 Archiwum

Byle do jesieni

Gdybym uwierzył dziennikarzom wolnego świata, a zwłaszcza gdybym dysponował odpowiednimi środkami, to w styczniu pobiegłbym do bukmachera i postawił na to, że w irackich wyborach weźmie udział góra tysiąc osób, w tym przeważnie tamtejsze "misie kolabo".

Fakty okazały się druzgocące dla panoramy strachu, beznadziei i powszechnej wrogości, odmalowywanej w codziennych relacjach z Mezopotamii. Miliony Irakijczyków powędrowały do urn, stały w kolejkach i wcale nie obawiały się pokazywać twarzy na ekranach. Oczywiście nikt nie przeprosił za wprowadzanie w błąd światowej opinii publicznej, nie słychać o masowej wymianie korespondentów – wygląda na to, że to ja nie umiem czytać i obraz panującego w Iraku terroru jest rezultatem mojej dysleksji.

Nie twierdzę, że okolice Bagdadu znów przypominają Eden. Tym bardziej mi żal, że nam odbiera się prawo do wyrażenia opinii w lokalu wyborczym, każąc czekać do jesieni, chociaż u nas zamiast bomb wybuchają jedynie kolejne afery grupy trzymającej władzę. Mnie jest żal, a ktoś mądry na pewno uzna to za dowód wyższości dobrego Oleksego nad złym Bushem. Zły Bush każe głosować, choć nie zna wyniku, a dobry O leksy zna wynik, więc chroni nas przed nim.

Bo jakby tak naród wybrał kogoś, kto odrzuci eurokonstytucję albo wreszcie wyegzekwuje konsekwencje lustracji? To już raczej dobry Oleksy utraci cześć i przeniesie wybory na jesień, bo może jeszcze coś się uda wykombinować do października, kiedy to odbędzie się największe głosowanie w dziejach Unii Europejskiej: na posłów, na prezydenta, na konstytucję, na Miss Polonia i na ulubiony serial. Te dwa ostatnie dodałem od siebie, a żeby jeszcze bardziej obniżyć koszty proponuję głosowanie SMS-em. Każdy wyborca płaci złoty plus VAT i zamiast wydatków budżet ma dochody.

Wybory jesienne szybko spadły na dalsze strony gazet, bo pojawiła się lista Wildsteina. Teraz trwają poszukiwania sprawiedliwych. 10 wystarczyłoby, żeby ocalić Sodomę. Ilu trzeba, żeby wykpić listę i poddać w wątpliwość istnienie donosicieli? Przekonamy się wkrótce, czytając opiniotwórczą gazetę, która nawet we własnej sprawie nie była w stanie przeprowadzić dziennikarskiego śledztwa. Za to wciąż zatrudnia donosiciela. Bronisława Wildsteina zwolniono, bo nie wolno kopiować katalogu w bibliotece (w Polsce, bo gdzie indziej katalogi są w Internecie), a indeks nazwisk powinien być na indeksie. Nadal nie ma definicji, co jest jawne, co jest tajne, co można upublicznić i kto jest dziennikarzem, więc ma dostęp do danych. Bez definicji łatwiej kręcić.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama