GN 47/2020 Archiwum

GN Warszawa - poleca

Przyjdź Panie Jezu. Ale jak? - Od Wielkiego Czwartku mieszkańcy lewobrzeżnej Warszawy i okolic będą mieli możliwość przystępowania do Stołu Pańskiego w nowy sposób. Czy warto zmienić uświęcony tradycją zwyczaj? Kto na pewno nie powinien tego robić? Dla kogo przyjmowanie Komunii św. może stać się szansą na głębsze zrozumienie wielkiej tajemnicy wiary, obecności Chrystusa w naszym życiu?

Decyzja kard. Józefa Glempa wywołała gorącą dyskusję na temat zalet i wad przyjmowania Komunii św. na rękę. Odczuli ją także listonosze i serwery przyjmujące pocztę elektroniczną kurii warszawskiej i Konferencji Episkopatu Polski. Po liście pasterskim, odczytanym na początku wielkiego postu w warszawskich kościołach, w którym metropolita kard. Glemp wyjaśniał motywy wprowadzenia nowego znaku liturgicznego, odezwali się ci, którzy oczekiwali takiej decyzji, jak i środowiska wyrażające sprzeciw. Nie ma co ukrywać: aktywność tych drugich może sprawiać wrażenie, że zwolenników dotychczasowej formy przyjmowania Eucharystii jest znacznie więcej.

Przyjęcie nowego sposobu przyjmowania Komunii św. jest nawiązaniem do tradycji pierwszych chrześcijan, którzy w postawie stojącej otrzymywali Ciało Pańskie na rękę i sami wkładali je do ust. Niekiedy zabierali je także ze sobą do domu dla chorych lub dla siebie, by w razie grożącego im męczeństwa przyjąć wiatyk albo móc każdy dzień rozpocząć od przyjęcia Eucharystii.

- Uważam, że moment, w którym wierny może wziąć ciało Pańskie w rękę i przez moment Je adorować, a potem spożyć, jest bardzo ważny dla wiernego - tłumaczy Prymas Polski. - Zezwalając na tę formę chciałem stworzyć ludziom kochającym Eucharystię możliwość pogłębienia swojej pobożności, świadomości obecności Chrystusa w życiu osobistym i społecznym.

Ten sposób obowiązywał przez blisko połowę dwutysiącletniej historii Kościoła. Znak przyjęcia Komunii św. na rękę był tak czytelny dla pierwszych chrześcijan, że gdy wiedzeni czcią dla Eucharystii niektórzy z nich zaczęli używać nie rąk, a złotych talerzyków, Synod w Konstantynopolu pod koniec VII w. musiał zakazać tej praktyki, podkreślając godność ciała ludzkiego, które samo jest świątynią Chrystusa: „Zatem kto pragnie przyjąć podczas liturgii przeczyste Ciało i zjednoczyć się z Nim przez Komunię, niech złoży ręce na podobieństwo krzyża i tak niech przystępuje, przyjmując udział w łasce".
Rozwinięcie kultu Eucharystii doprowadziło jednak ostatecznie do praktyki przyjmowania Komunii św. do ust, i do… rzadszego przystępowania do Stołu Pańskiego.

Dziś z tych samych powodów, ewolucja myśli teologicznej w XX wieku każe powrócić do starej praktyki. Świadczy o tym choćby tytuł listu Prymasa Polski, wprowadzającego nowy znak do liturgii: „Niech Chrystus rośnie w nas”.

- Proces reformy, który rozpoczął Sobór Watykański II sprzyja temu, by znak przyjęcia Eucharystii do rąk został przywrócony. Ten znak jest bez wątpienia pierwotny, bardzo wyrazisty i właściwy dla aktu liturgicznego, jakim jest przyjęcie Komunii św. Jego wartość leży w tym, że branie chleba do ręki jest naturalne, czytelne, zwłaszcza że Eucharystia jest ucztą. Chrystus w ten sposób powierza się cały w nasze ręce. A my przygotowujemy mu tron – dowodzi ks. Józef Górzyński z Komisji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów Episkopatu Polski.

Kto na pewno nie powinien przyjmować Komunii św. w nowy sposób? Decydującym argumentem powinno być rozeznanie, jaki sposób obowiązuje w danej wspólnocie. Według ks. Józefa Górzyńskiego, znaki wspólnotowości są w niej tak istotne, że bez nich liturgia traci tożsamość. Szczególnie w momencie Komunii św., która semantycznie oznacza właśnie wspólnotę.

- Z pewnością Komunii św. do ręki nie powinni przyjmować ludzie, którzy będą tak czynić z niskich pobudek: by urozmaicić sobie liturgię albo żeby się wyróżnić. To najgorsze wyjście z możliwych, bo to, co ma być komunią stałoby się okazją do jej rozbicia.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama