Nowy numer 42/2020 Archiwum

Kaśka, idziesz na apel?

Dlaczego nasza wiara ma tak nikły wpływ na życie? Dlaczego pękło przełożenie deklaracji, pobożności, a nawet sakramentów na codzienne postawy Polaków? A może to już niechrześcijański kraj?

Koniec wakacji, wpadłem do kolegi. W salce na plebanii skończyła się próba scholi. Mijam rozmawiające dziewczęta. „Ja w mundurku i tak nie będę chodzić!” – zapalczywie mówi sympatycznie wyglądająca gimnazjalistka. Ja na to: No to cię wyrzucą ze szkoły. „No i dobrze, pójdę do czwórki”. Nie wiem, co to u nich ta „czwórka”, ale nieważne. Zaniepokoiła mnie determinacja tego miłego stworzenia. Udaje? Taka jest? A inne dzieci? Te, których tu nie ma. Bo co by nie powiedzieć, dzieci ze służby liturgicznej są jakoś uformowane przez środowisko, przez przyjęte obowiązki, przez kontakt z księdzem. A to małe zaparło się. Ciekawe, jak zachowa się naprawdę – bo, wiadomo, o słowa łatwiej niż o czyny.

Po drugiej stronie grupka młodszych dziewcząt. Słyszę: „Kaśka, idziesz na apel?”. Przecież macie wakacje – wtrąciłem się. „Tak, ale na początek roku. Kto by tam chodził!”. Prawda, jestem zabytkowy, ale za moich czasów na uroczyste rozpoczęcie roku chodziło się bez zmrużenia okiem. Nie z obowiązku. Z ochoty. To była „nasza” szkoła, a my wszyscy jak jakaś rodzina – choć nikt tego tak nie nazywał, ale tak było. Wiem, że później, gdy i uczniów było więcej, i dyscyplina się rozluźniała, to najstarsi po części nie przychodzili. A dziś takie... przepraszam. I jakim tonem o tym rozmawiają! Jakim? Ano pełnym wyższości i lekceważenia. Co za czasy!

Może dopiero trzeba wyjechać do Irlandii albo do Stanów, żeby docenić szkołę? W styczniu o tym pisałem. Pamiętacie? Dominika już w college’u. Zadowolona, z nauką problemu nie ma, chodzą do szkoły w mundurkach, nawet buty muszą być do całości. Opowiada o tym z dumą. Czy jest inną dziewczyną od tych ze scholi? Nie. Jeszcze tak niedawno chodziła pewnie do tego samego gimnazjum. Jako wychowawca, jako duszpasterz patrzę na to wszystko i stawiam sobie pytanie, co na przestrzeni niewielu ostatnich lat tak odmieniło nasze dzieci? Bo odmieniło, i to na gorsze.

A z drugiej strony – co ma dobry wpływ na młode pokolenie gdzieś tam w Irlandii, Holandii czy nawet w Nowym Jorku (a mam pod ręką przykłady przemian pozytywnych). Jako chrześcijanin zaś pytam z niepokojem: Dlaczego nasza wiara ma tak nikły wpływ na życie? Dlaczego pękło przełożenie deklaracji, pobożności, a nawet sakramentów na codzienne postawy Polaków? A może to już niechrześcijański kraj?

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama