Nowy numer 47/2020 Archiwum

„Ja”, a nie jakieś „toto”

Jak mówić o godności człowiekowi bezdomnemu, głodnemu, szperającemu po śmietnikach?

Godność człowieka jest nienaruszalna, wywodziłem w dwu kolejnych felietonach, nawiązując do solidarnościowej konferencji poświęconej dyskryminacji. Ale godność człowieka jest też niezbywalna – o tym dziś kilka słów.

Człowiek nie może wyzbyć się swej godności, przechachmęcić jej, wystawić na licytację... Godność osoby wiąże się z biologiczną egzystencją człowieka – tam, gdzie jest życie ludzkie, tam też godność. (Właśnie to powiązanie godności człowieka z jego biologicznym bytem każe chronić jego istnienie od poczęcia do naturalnej śmierci). Skoro tak, jest ona nie tylko jego nieodłącznym atrybutem, ale też „autorskim” zadaniem. W starożytnej Grecji i w Rzymie obowiązywał pewien styl godności w zachowaniu, mimice, gestach, osoba zachowująca się godnie emanowała spokojem w mowie i w sposobie poruszania się, przede wszystkim zachowywała miarę, panowała nad odruchami, strzegła wstrzemięźliwości w okazywaniu uczuć, dzielnie znosiła nieszczęścia, a radość czy smutek ujawniała w sposób nader umiarkowany. Łatwo to powiedzieć („zachowaj się godnie!”), ale czy wymaganie takiego zachowania nie byłoby nieraz po prostu nieludzkie – np. od człowieka pogrążonego w nieszczęściu? Jak mówić o godności człowiekowi bezdomnemu, głodnemu, szperającemu po śmietnikach? Człowiekowi wystawionemu na upokorzenia, jawnie krzywdzonemu, poniewieranemu?

Otóż nie można postrzegać człowieka w oderwaniu od natury (tak jak to próbował dumny humanista Settembrini w „Czarodziejskiej górze” Tomasza Manna, cierpiący z powodu powiązania ducha z ciałem, uważający choroby i śmierć za skandaliczny wybryk natury). Przeciwnie, wszystkie te nieszczęścia, choroby, krzywdy i poniewierki to dla człowieka dotkniętego probierz godności, człowiek winien wtedy właśnie udowodnić, że – jak pisali filozofowie średniowiecza – „godność nie umiera”. To nie znaczy, byśmy od znękanego biedaka wymagali godnego zachowania (takiego, które my uznajemy za godne). Znaczy natomiast, byśmy każdego, łącznie z przysłowiowym „dziadem”, traktowali w sposób respektujący godność ludzką – godność w tym człowieku! I byśmy pomagali mu zachować się godnie. Bowiem to, że człowiek nie może zbyć swej godności, to zadanie także dla jego bliźnich. Nieraz wystarcza po prostu być z nim, nie przyłączać się do tych, co go bojkotują, nie udawać, że nie dostrzega się jego problemów. Czasem trzeba konkretnie pomóc. Zawsze jednak potrzeba solidarności i to w interesie nas wszystkich. Bo dopuszczenie zbywalności godności osoby oznaczałoby, że inni też mogliby człowieka pozbawić godności. To zaś znaczyłoby, że myślimy o człowieku jak o rzeczy – czyli powrót do niewolnictwa. A przecież człowiek to żadne „toto”, lecz zawsze istota mówiąca „ja”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama