GN 48/2020 Archiwum

Byle dobrze zmyślone...

To wcale nie jest tak, że ludzie nie chcą być oszukiwani

Niemiecki tygodnik ilustrowany „Stern” opublikował w 1982 r. rzekome pamiętniki Adolfa Hitlera. Zadbano o to, by ich publikacja uchodziła za wydarzenie o doniosłym znaczeniu. Sugerowano nawet, że druk pamiętników Führera spowoduje dość daleko idącą rewizję historii Trzeciej Rzeszy, obwieszczano, że trzeba będzie pisać ją po części na nowo. Pamiętniki dostarczył wydawnictwu antykwariusz Konrad Kujau. Skasował za nie dziewięć milionów marek. Historycy i grafolodzy uznali je za autentyczne. Wkrótce jednak okazało się, że te pamiętniki to jedno wielkie oszustwo. Kujau sfabrykował je przy pomocy kolegi reportera, a cały ten szwindel nie wymagał zbyt dużego wysiłku, swą wiedzę czerpali autorzy z jednej książki o Hitlerze. Fałszerze stanęli przed sądem, oskarżeni o oszustwo. Przyznali, że to oni są autorami tekstu i że sprzedali go wydawnictwu jako pamiętniki Hitlera.

Cała ta historia nie byłaby warta wzmianki, gdyby nie obrana przez oskarżonych linia obrony. Otóż argumentowali, że właśnie na takie dzieło istniało duże zapotrzebowanie społeczne. Wskazywali, z jaką satysfakcją wielu czytało rzekome pamiętniki. Owszem, ludzie zostali oszukani, ale z tym oszustwem było im dobrze, przyjmowali je chętnie: wyświadczyliśmy ludziom wiele dobra, przekonywali sąd. Co więcej, wskazywali, że nawet gdy fałszerstwo zostało ujawnione, ludzie nie żywią do nich żalu. Bo – mówili, uciekając się do uzasadnień psychologicznych – ludzie czują się mniej lub bardziej współwinni, a rzekome pamiętniki przynosiły im ulgę. Odstawiliśmy kawał dobrej roboty, twierdzili.

Tę historię można przytaczać jako ilustrację wyjątkowego cynizmu, buty i przewrotności. Ale też jako przykład wyczucia psychologicznego. Bo to wcale nie jest tak, że ludzie nie chcą być oszukiwani. Przeciwnie, już w starożytnym Rzymie znano przysłowie: „Świat chce być oszukiwany, niech więc będzie oszukiwany”. Oczywiście, nie jest nam miło, gdy wiemy, że zostaliśmy oszukani, czujemy się wtedy upokorzeni. Oceniamy negatywnie oszustwo i podobne postępki jak szachrajstwo, mistyfikacja, kuglarstwo, cygaństwo...

Ale zdarza się, że podziwiamy oszustów (przed laty jednemu z moich zagranicznych kolegów cinkciarz zamienił marki na pocięte gazety, kolega był pełen podziwu dla „kunsztu”). Włosi mają powiedzonko: „Jeśli to nie jest prawdziwe, to jest dobrze zmyślone”. Wspomniane rzekome pamiętniki też był dobrze wymyślone. Fałszerze nie potrzebowali wiedzieć wiele o Hitlerze, natomiast znali wystarczająco dobrze przeciętnego czytelnika, by przewidzieć, co on będzie chętnie czytał i co „kupi”. Na tym właśnie polega socjotechnika – np. w obrocie towarowym (reklama ma trafić w gusta nabywców) czy w polityce (malować świat taki, w jakim wyborcy chcieliby żyć).

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama