Nowy numer 42/2019 Archiwum

Kalendarz Liturgiczny

4 stycznia, poniedziałek
dzień powszedni
1 J 3,7–10; Ps 98; J 1,35–42, II tydzień psałterza


Każdy, kto postępuje niesprawiedliwie, nie jest z Boga, jak i ten, kto nie miłuje swego brata 1J 3,10

Być z Boga. Czy każdy, kto wierzy w Boga, jest z Boga? A czy można wierzyć w Boga i „postępować niesprawiedliwie” czy „nie miłować swojego brata”? Jechałam z koleżanką pociągiem i dosiedli się do nas dwaj przemili mężczyźni, którzy w pewnym momencie zaskoczyli nas pytaniem, czy wierzymy w Boga. Na tym się nie skończyło. Jeden z panów w pewnym momencie spytał mnie, czy można po prostu wierzyć w Boga i nic poza tym. To znaczy nie zachowywać się jak chrześcijanin. Intuicyjnie odparłam, że nie można wtedy tego nazwać wiarą. Potem jeszcze nieraz się nad tym zastanawiałam. Teraz jestem pewna, że moja intuicja nie zawiodła. Wiara w Boga pociąga za sobą „bycie z Boga” (albo odwrotnie), co z kolei ściśle wiąże się ze sprawiedliwym postępowaniem (czyli jakim?) i miłością do brata (czyli czym?). Ależ oczywiście, że miłuję swego brata (chociaż mieszka razem ze mną i mężem, co łatwe z zasady być nie może). Ale czy miłuję swoich „braci”?

Myśl na dziś:
Co chrześcijanie robią, by dać wiarygodną odpowiedź poszukującym?
(Józef Puciłowski OP)

5 stycznia, wtorek
dzień powszedni
1 J 3,11–21; Ps 100; J 1,43–51


My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, bo miłujemy braci, kto zaś nie miłuje, trwa w śmierci. 1J 3,14

Czy miłuję swoich „braci”? Chyba się Kościół na mnie uwziął. Albo Bóg chce mi coś powiedzieć. Cały tydzień o miłości! I to jeszcze nie takiej męża do żony, tylko tej trudniejszej i właściwie „niemożliwej”. Miłości do tych wszystkich „braci”, czyli tych, którzy zranili, ranią i będą ranić. Znajomi śmieją się ze mnie, że jestem specjalistką od przebaczania, bo o tym pisałam pracę magisterską. Ale nie wiem, czy to taka przypadłość, czy tylko ja tak mam, że im więcej wiem na jakiś temat, tym trudniej jest mi go wprowadzić w życie i praktykować. Jest to, jednym słowem, potwierdzenie tego, jak daleko teoria jest od praktyki. Dopóki się w przebaczeniu nie „wyspecjalizowałam”, miałam raczej łatwość w wybaczaniu. Bez względu na to, czy z drugiej strony pojawiła się skrucha, czy nastąpił powrót do dawnych stosunków... Teraz jest mi dużo trudniej. Wracają zranienia z przeszłości i lista osób, którym bym „dała w mordę”, rośnie w zastraszającym tempie. A tu wszędzie „miłość rośnie wokół nas”. I bądź tu człowieku mądry... Ale jedno mogę potwierdzić z „aktualnej autopsji”. Kto nie żyje w miłości do braci, trwa w śmierci.

Myśl na dziś:
Pod wieczór życia będą cię sądzić z miłości.
(Św. Jan od Krzyża)

6 stycznia, środa
uroczystość Objawienia Pańskiego
Iz 60,1–6; Ps 72; Ef 3,2–3a.5–6; Mt 2,3


Bo oto ciemność okrywa ziemię i gęsty mrok spowija ludy, a ponad tobą jaśnieje Pan. Iz 60,2

Kto nie żyje w miłości do braci, trwa w śmierci i w ciemności. Ostatnio planuję napisać artykuł o tym, że brak przebaczenia rodzi ciemność. Jako że przebaczenie to w rzeczywistości akt miłości (niekoniecznie miłosierdzia, które może się kojarzyć z litością, daleką od prawdziwego przebaczenia), brak przebaczenia to brak miłości. Światło to Pan, Miłość to Pan, a więc Miłość to Światło. Wszystko takie logiczne. Zwłaszcza na papierze – czyli w teorii. Boimy się „ciemności, która okrywa ziemię”, i „gęstego mroku, który spowija ludy” (kiedy o 16.00 jest już ciemno, odechciewa się robić cokolwiek), ale sami dopuszczamy mrok do naszego życia. „Każda niepojednana relacja to jeden, wstrętny, oślizgły demon w duszy” – czytam właśnie opis na gadu-gadu jednego z kolegów. Tłumacząc na język codzienny: „każda niepojednana relacja, to zgryzota w sercu”. Tak sobie więc dodajemy zmartwień, zamiast schować dumę do kieszeni i wyciągnąć rękę do tych, którzy nas zranili. Właściwie to pisząc pracę o przebaczeniu, coraz bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że istnieją zbrodnie, których nie można przebaczyć. Lepiej może więc zatrzymać się na poziomie intuicyjnym i stwierdzić: skoro odrzucenie miłości powoduje ciemność w naszej duszy, nie odrzucajmy jej.

Myśl na dziś:
Wierność Ewangelii to przede wszystkim miłość obejmująca wszystkich, bez względu na to, kim są, w co wierzą i jak wierzą.
(Jerzy Turowicz)

7 stycznia, czwartek
dzień powszedni
1 J 3,22–4,6; Ps 2; Mt 4,12–17.23–25


Oni są ze świata, dlatego mówią tak, jak mówi świat, a świat ich słucha. My jesteśmy z Boga. 1 J3,5–6

Skoro odrzucenie miłości powoduje ciemność w naszej duszy, nie odrzucajmy jej. Nie postępujmy tak, jak intuicyjnie postępuje świat: skoro mnie skrzywdzili, to ja też ich skrzywdzę. Codziennie na nowo odkrywam, czym jest zasada „oko za oko, ząb za ząb” – moim powszednim chlebem. Przejmuję zasady ze świata, jestem ze świata i mówię jak świat. A przecież jest inaczej. Jestem z Boga. Mam więc być inna – mam miłować wbrew miłości, mieć nadzieję wbrew nadziei. „Nadzieję trzeba mieć, choćby cały świat krzyczał nie” (słucham właśnie płyty Katoliki Front). Między wronami kraczę jak one, kiedy odstaję, czuję się źle i nieswojo, a pewnie czuję się tylko wtedy, gdy jestem podobna do innych. Chodzę jak cień i potrzebuję światła. Iluminacji. A Światło przyszło. I Miłość przyszła. Narodziła się. Małgorzata Musierowicz, autorka książek dla młodzieży, napisała, że w Wigilię „czekamy, aż urodzi się Miłość. Ona wciąż się odradza na nowo, jest bezbronna jak małe dziecko i – tak jak ono – wymaga, żeby ją przyjąć całym sercem, żeby się o nią zatroszczyć, żeby skupić na niej uwagę. Wtedy rozkwita”. Więc wystarczy się na Nią otworzyć, bo Ona już przyszła.

Myśl na dziś:
Czasami ludzie tracą nadzieję. Jeśli wierzysz, przetrwasz i przezwyciężysz beznadziejny czas. Wiara nie pozwoli ci zginąć.
(Roman Brandstaetter)

8 stycznia, piątek
dzień powszedni
1 J 4,7–10; Ps 72; Mk 6, 34–44


Miłość jest z Boga, a każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością. 1 J 4,7-8

Wystarczy się na Miłość otworzyć, bo ona już przyszła. Miłość się narodziła i my też musimy się narodzić. Z Boga. I poznać Boga. I wtedy będziemy kochać. Za mało Boga w moim życiu i dlatego moją naczelną zasadą jest „oko za oko, ząb za ząb”, a nie „miłujmy naszych nieprzyjaciół”. To samo nie przyjdzie, dlatego, że się chce lub się wie, że tak być powinno. Potrzeba autentycznego pragnienia trwania przy Bogu jest warunkiem tego, że Bóg przyjdzie i da nam siłę, by kochać też „tych pozostałych”. Ale i najbliższych, bo to przecież też jest trudne, a często może i trudniejsze? Bóg jest miłością i miłość jest z Boga. Nie ma innego źródła miłości. Właściwie to odkrywcze – to znaczy, że ateiści nie potrafią prawdziwie kochać? Stąd rozwody i zranienia? Łatwo powiedzieć. Tak jakby wśród chrześcijan nie było rozwodów i zawodów. Więc trzymajmy się Pana, On nas nauczy kochać. I wybaczać. Bo przecież „Miłość ci wszystko wybaczy”... I to wcale nie jest frazes.

Myśl na dziś:
Kochać jak Ten, który wszystko wie, być cierpliwym jak Ten, u którego „teraz” jest wieczne, być sprawiedliwym jak Ten, który nigdy nie zdradzi, być pokornym jak Ten, który za życia doznał możliwości wszelkich zdrad.
(Dag Hammarskjold)

9 stycznia, sobota
dzień powszedni
1 J 4,11–18; Ps 72; Mk 6,45–52


Jeżeli miłujemy się wzajemnie, Bóg trwa w nas i miłość ku Niemu jest w nas doskonała. 1 J 4,12

„Miłość ci wszystko wybaczy”... I to wcale nie jest frazes. Miłość ponad wszystko. Ponad wszelkie zranienia, zdrady i grzechy. Ona wszystko zwycięża. I to też nie jest frazes. Wcześniej pisałam, że trwanie w Bogu jest „warunkiem” miłości, teraz znajdujemy trochę odwrotne stwierdzenie: Bóg trwa w nas, jeśli miłujemy nieprzyjaciół. I wtedy – kolejna implikacja – nasza miłość do Boga staje się coraz bardziej doskonała. Czyli wszystko jest proste i łatwe: trwać w Bogu, kochać tych, co nas zranili, równa się kochać Boga. Od czego zacząć? Nie wiem. Chyba pójdę się pomodlić i może Bóg mi pomoże, i powie, co zrobić. Jak to zrobić. Albo raczej: jak próbować? Od czego zacząć? Nieprzypadkowe jest to, że cały tydzień mówimy w Kościele o Miłości. Głupotą i ignorancją byłoby tak po prostu to sobie zostawić i „pomyśleć o tym później” - czyli nigdy. Albo do czasu następnych czytań o miłości. Mówię oczywiście o sobie. A może ktoś z Was też się w tym odnajdzie.

Myśl na dziś:
Bóg stanowi obszar pokoju, światła, miłości. Wyszedłeś od Niego – wracaj do Niego modlitwą... Stań przed Nim, ucisz się, napełnij się Jego światłem, uporządkuj swoje wnętrze...
(Ks. Mieczysław Maliński)
« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL