Nowy numer 6/2023 Archiwum

Jasieńku!

Mówili do siebie zdrobniale. Nieprzypadkowo indiańskie imię Juana Diego tłumaczy się jako „ten, który mówi jak orzeł”.

Gdy piszę ten tekst, Matka Boża z Guadalupe zremisowała 0:0 z „Tą, co Jasnej broni Częstochowy”. Tak orzekli internauci. Ta pierwsza cieszyła się, gdy Lewandowski nie strzelił gola, druga do dziś nie może zrozumieć, jak to się stało. Memy, które krążyły po sieci, świadczą o tym, jak w neopogańskim świecie popularne są te dwa wizerunki..

By poczuć smak Guadalupe, trzeba tam pojechać. Czegoś podobnego w życiu nie widziałem. Sanktuarium rocznie szturmuje 22-milionowy tłum, a ścisk pod bazyliką jest tak wielki, że matki przypinają do kolorowych smyczy dzieci, by nie zginęły w falującym morzu pielgrzymów. Rojno jak w ulu.

Jedna trzecia ludzi na stacji La Basilica nosi koszulki ze swą Madonną. Dokoła mknie 4,5 miliona samochodów, na których lusterkach dyndają różańce. Sanktuarium tonie w kwiatach. Feeria barw i zapachów. Tłumy pątników, którzy przybywają tu często z odległych o kilkaset kilometrów spalonych słońcem miasteczek, a ostatni kilometr pokonują na kolanach. I to bez taryfy ulgowej, jaką serwują sanktuaria zachodniej Europy zaopatrujące pielgrzymów w ochraniacze. Gdy wierni stają przed autoportretem Madonny, ich kolana są często zdarte do krwi. Wychodzą, tańcząc i wznosząc toasty na cześć patronki Meksyku.

W sobotę 8 grudnia 1531 roku o bladym świcie świeżo upieczony chrześcijanin Indianin Juan Diego schodził ze wzgórza Tepeyac. Nagle usłyszał nieprawdopodobną harmonię dźwięków. Piszczałki? Ptaki? Zdumiony rozejrzał się i ujrzał przepiękną kobietę. Zadrżał. „Jasieńku!” – powiedziała Maryja zdrobniale. „Idź do biskupa i poproś, by zbudował tu kościół”. Poszedł, a nawet, jak podają źródła, pobiegł. Biskup nie uwierzył. Ani za pierwszym, ani za drugim razem.

Indianin miał powoli dość, więc specjalnie omijał drogę, na której spotykał Maryję, ale Ta i tak go dostrzegła. „Dam wam znak” – zapowiedziała. Rozpoczęła się jedna z najniezwyklejszych historii świata.

Poruszająca jest pieszczotliwość, z jaką zwracali się do siebie rozmówcy. „Moja Pani, Królowo moja, Maleńka” – mówił do Maryi Juan Diego. A Ona nie zwracała się do niego „Juan Diego”, ale „Juanitzin Diegotzin”, co w języku Indian oznaczało ogromny szacunek.

Nieprzypadkowo indiańskie imię Juan Diego – Cuauhtlatoatzin – tłumaczy się jako „ten, który mówi jak orzeł”. Jedna z hipotez na temat imienia, jakim przedstawiła się Juanowi Maryja, brzmi: „Ta, która ratuje nas od Pożerającego”. Pożerającym miał być Pierzasty Wąż – Quetzalcoatl, bożek żądający nieustannych ofiar z ludzi.

Owocem spotkania na wzgórzu był niezwykły wizerunek, o którego tajemnicach napisano grube tomy. Część kodu autoportretu z Guadalupe czytelna była jedynie dla Hiszpanów, a część tylko dla Indian. Maryi udało się połączyć te światy. Juan Diego został beatyfikowany w 1990 r. przez uwielbianego w Meksyku Jana Pawła II (w swą pierwszą podróż apostolską udał się do kraju agaw, opuncji i dymiących wulkanów). On też przed dwudziestu laty ogłosił go świętym.

Marcin Jakimowicz

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
TAGI:

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy