Nowy numer 23/2023 Archiwum

Młody. Zdolny. Dobry brat…

Kiedy zmarł w Bielsku 4 grudnia 1932 roku, miał zaledwie 26 lat. Po 90 latach Edmund Wojtyła wciąż jest w Bielsku-Białej dobrze pamiętany.

Na oddziale zakaźnym w Powszechnym Szpitalu Miejskim w Bielsku dr Edmund Wojtyła został zatrudniony w kwietniu 1931 r. Nie pracował tu długo. Pod koniec 1932 r., opiekując się poważnie chorą pacjentką, zachorował na szkarlatynę. 4 grudnia, po czterech dniach ciężkiej choroby, zmarł. W publikowanych w prasie nekrologach padały słowa o tym, że złożył swe młode życie „w ofierze cierpiącej ludzkości”; także na nagrobku znalazł się napis tej treści.

Tłumy przybyły na jego pogrzeb do bielskiego kościoła św. Mikołaja. Nad trumną kolegi dr Stanisław Brückner mówił: „Choć nie byłeś żołnierzem, jesteś dla nas bohaterem, męczennikiem, boś poległ ofiarnie w walce ze śmiercią”. Zmarłego lekarza z bólem żegnali wszyscy: współpracownicy, pacjenci, mieszkańcy, a ówczesna Rada Miejska, choć złożona z przedstawicieli różnych stronnictw politycznych, różnych wyznań i narodowości, zgodnie uchwaliła, żeby jego pogrzeb sfinansowany został przez miasto. Podczas grudniowego posiedzenia bielscy radni uczcili jego pamięć i złożyli kondolencje ojcu śp. Edmunda. Mówili o stracie „nieprzeciętnego lekarza, od którego ludzkość wiele mogła się spodziewać”, i zapewniali o dozgonnej pamięci dla jego „zasług i ofiarnej pracy oraz zalet jego wzniosłego charakteru”.

Potwierdzeniem tej pamięci stała się tablica, umieszczona z inicjatywy radnych we wrześniu 1995 r. przy wejściu do dawnego pawilonu zakaźnego, w którym pracował młody lekarz. Inskrypcja przypominała też, że „dr Edmund Wojtyła był starszym bratem i opiekunem Karola Wojtyły, papieża Jana Pawła II”. Nie jest przypadkiem, że upamiętnienia dokonano w tym samym roku, kiedy papież odwiedził Bielsko-Białą, opuszczając Skoczów, gdzie wraz setkami tysięcy pielgrzymów dziękował na wzgórzu Kaplicówka za kanonizację urodzonego w tym mieście św. Jana Sarkandra. Bielszczanie bardzo cieszyli się z tych papieskich odwiedzin, a pamięć o Edmundzie wtedy ożyła, choć i wcześniej byli tacy, którzy dobrze pamiętali, w której sali umierał ten niezwykły lekarz.

Braterski patronat

„Nie było dane Edmundowi długo pracować w tym szpitalu, wiem jednak, że głęboko był z nim związany, a swoją pracę wśród chorych traktował bardzo poważnie. Miałem takie odczucie, gdy odwiedzałem go w tym szpitalu i gdy o tym rozmawialiśmy. W duchu lekarskiej powinności towarzyszył cierpiącym także wtedy, gdy ówczesny stan medycyny nie dawał już możliwości skutecznej pomocy. A potem on sam doświadczył śmiertelnej choroby. Jego przedwczesne odejście zapisało się głęboko w moim sercu, ale nie tylko w moim, skoro pamięć o jego samarytańskiej postawie zachowała się aż dotąd. Po siedemdziesięciu latach od jego śmierci wciąż wspominam go z braterską miłością” – pisał papież Jan Paweł II dwadzieścia lat temu, kiedy w ówczesnym Szpitalu Ogólnym w Bielsku-Białej, w którym kiedyś pracował Edmund, wspominano 70. rocznicę jego śmierci. Przy okazji rocznicowych obchodów w 2002 r. dr Adam Kwiatek, ówczesny dyrektor szpitala, wyszedł z inicjatywą nadania placówce imienia dr. Edmunda Wojtyły. Uchwała Rady Miejskiej w tej sprawie podjęta została w grudniu 2002 r. i patronat stał się faktem. Jedną z inicjatyw Szpitala im. Edmunda Wojtyły było ustanowienie nagrody jego imienia „Człowiek – człowiekowi”, przyznawanej za działania na rzecz ratowania życia ludzkiego.

Ogłoszenie patrona Szpitala Ogólnego odbyło się po uzyskaniu stosownych zezwoleń, także Stolicy Apostolskiej, za co delegacja szpitala z dyrektorem Kwiatkiem na czele podziękowała papieżowi podczas pielgrzymki do Rzymu wiosną 2003 r. – Wtedy wzięliśmy udział w środowej audiencji generalnej, a wieczorem zostaliśmy przyjęci w papieskiej bibliotece. Jan Paweł II opowiadał nam, jak przyjeżdżał z ojcem do brata do Bielska. Wtedy też przekazał dla szpitala swój dar: krzyż, który dziś znajduje się w szpitalnej kaplicy – wspomina wicedyrektor Grzegorz Kubica.

Oddział zakaźny, na którym pracował dr Wojtyła, został z czasem zlikwidowany, a w pawilonie czwartym obecnie funkcjonuje dzienny oddział chemioterapii. – Niedawno pawilon został pięknie odrestaurowany, ale za zmianą jego przeznaczenia poszła gruntowna przebudowa wnętrza, które dostosowano do nowych potrzeb. Zachowała się jednak tablica upamiętniająca dr. Wojtyłę. Pięknie podświetlona, do dziś przypomina postać tego lekarza – dodaje dyr. Kubica.

W 2012 r., w wyniku restrukturyzacji bielskich placówek służby zdrowia, doszło do połączenia Szpitala Ogólnego z Beskidzkim Centrum Onkologicznym im. św. Jana Pawła II i to brat Edmunda został patronem całości. On sam zniknął wprawdzie z nazwy, ale ślad jego ofiarnej posługi został w ludziach, którzy wiedzą, że był tu lekarzem i dał odważne świadectwo wierności swojemu powołaniu. Nie brakuje i takich, którzy poprawiającą się kondycję szpitala przypisują jego dyskretnej opiece, wspartej przez świętego brata, który wrażliwości na ludzi chorych uczył się właśnie od Edmunda. – Z pamięcią o dobrym lekarzu, który tutaj pracował, zetknąłem się dawno, jeszcze zanim zostałem w tym szpitalu kapelanem. Edmund jest dla nas wszystkich wzorem poświęcenia i dobrej realizacji powołania. Myślę, że ten przykład szczególnie jasno był widoczny podczas pandemii, kiedy w szpitalu czasowo działały aż cztery oddziały covidowe – mówi ks. Szczepan Kobielus. – Wcześniej mogło się wydawać, że taka sytuacja jak ta związana z dr. Edmundem Wojtyłą nie ma szans się powtórzyć, a jednak okazał się on bohaterem aktualnym. Sprawując duszpasterską opiekę wobec chorych, widziałem oddanie lekarzy i pielęgniarek, spotkałem wielu cichych bohaterów, podobnych do Edmunda. Widziałem ordynatora, który osobiście karmił pacjentów zupą. Sam odczuwałem wielką życzliwość i pomoc, a także troskę o życie duchowe chorych. Wchodząc na oddział z Komunią Świętą, musiałem przecież dokładnie wiedzieć, ilu pacjentów ją przyjmie, bo nie mogłem już wynieść konsekrowanych Hostii z powrotem…

W codziennej posłudze szpitalnej ks. Kobielus często staje pod krzyżem ofiarowanym przez papieża. – To wymowny znak zwycięstwa Chrystusa, który przez krzyż prowadzi do zmartwychwstania. Dla chorych jest on znakiem nadziei i przesłaniem, by trzymali się tego krzyża, zmagając się ze swoim cierpieniem, by jednoczyli się z Ukrzyżowanym – podkreśla kapelan.

Drogi Mundek

Kiedy Edmund jeszcze studiował medycynę, przeżył śmierć mamy Emilii. Zdawał sobie sprawę, że to wydarzenie znacznie bardziej mogło dotknąć jego młodszego brata, więc starał się otoczyć Karola czułą opieką. W poczuciu wielkiej odpowiedzialności za niego zdecydował się nawet na jakiś czas odłożyć własny ślub, aby lepiej skupić się na tym zadaniu. Dzielił się z nim swoją pasją teatralną, zachwytem nad górskimi widokami i każdej niedzieli z radością czekał na spotkanie z Karolem. Ten z kolei niedzielne wyprawy z ojcem na beskidzkie szlaki, prowadzące m.in. na Leskowiec i Jaworzynę, dzisiejszy Groń Jana Pawła II z kaplicą pełną papieskich pamiątek, zamienił na wyjazdy do Bielska, do Mundka i jego szpitala. Słuchał jego opowieści o tym, z jakim zapałem stara się pomagać pacjentom. Po latach w rozmowie z André Frossardem papież przyznawał, że śmierć brata przeżył chyba mocniej niż śmierć matki.

Włoski dziennikarz Luciano Bergonzoni w 1992 r. napisał książkę „Edmund Wojtyła. Polski lekarz, ofiara obowiązku”. Kiedy wręczał ją papieżowi, ten ucałował umieszczone w niej zdjęcie brata.

Korzystałam z opracowania „Siedemdziesiąta rocznica śmierci doktora Edmunda Wojtyły” pod redakcją Jacka Matlaka.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Quantcast