Problemów nastręcza też próba identyfikowania się z sądzonymi. Nikt nie jest tak po prostu owcą czy kozłem. Każdy ma coś „za uszami” i stanowi przypadek „mieszany”.
Zostanie odrzucony, bo nie jest „czysty” i „rasowy”? Jestem przekonana, że skoro na końcu czasów „ujrzymy Boga takim, jaki jest”, czyli „Ojcem miłosierdzia i Bogiem wszelkiej pociechy”, to w dniu Sądu okaże się, że Bóg będzie sądził właśnie według miary miłosierdzia.
Dostrzeże i doceni w nas chwile, gdy byliśmy miłosierni dla głodnych, spragnionych, przybyszów, a odrzuci całą naszą „kozłowatość”, czyli małość i grzech. Nie jest powiedziane, że są jakieś granice stosowania przez Boga miłosierdzia i że musi być ono przeciwstawione sprawiedliwości.
Czy prawdziwe może być zdanie, że ostatecznie Bóg będzie tak sprawiedliwy, że aż niemiłosierny? Sąd ostateczny nie będzie przypominał ludzkiego wymiaru sprawiedliwości. Na nim Chrystus-Sędzia będzie też naszym adwokatem, obrońcą wobec Złego.
* absolwentka prawa i teologii KUL, asesor sądowy, pisze doktorat o Bożym miłosierdziu.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








