GN 37/2018 Archiwum

Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę.

Pan Jezus zobaczył, że przyszli do Niego ci, którzy chcieli Go słuchać. Szukali Go, chcieli usłyszeć głos Boga. 2000 lat temu słowo mówione miało niesamowitą moc.

Nie było internetu, nie było gazet ani radia. Zapewne podobnych mówców można było liczyć na setki. Coś jednak sprawiło, że poszli za Jezusem.

Dziś mamy łatwiejszy dostęp do Słowa Bożego. Ale tak naprawdę to nie widać tego, że żyjemy Słowem, które zostawił nam Pan Bóg. W moim otoczeniu, w moim mieście nie mówi się o Bogu, nie mówi się o religii, a jeden z moich szefów często się chwali, że jest ateistą. Kiedy udzieliłem wywiadu dla męskiej gazety, rozmowa ze mną się nie ukazała. Jak się później dowiedziałem, wartości przeze mnie prezentowane nie były zgodne z tymi, które dziś obowiązują. Dziś nie wypada być katolikiem, bo Kościół i jego nauka nie są na czasie.

Nie chcę pisać, że oni są źli, a ja jestem super. Ja też mam wyrzuty sumienia, że tak rzadko czytam Pismo Święte. Nie jestem doskonały. Żałuję, że kiedy Jezus przemawia tam, na górze, do tłumów, ja mam coś swojego do załatwienia. Goni mnie czas, tłumaczę sobie: zawsze zdążę tam dojechać. Tam, pod tę górę. A co się stanie, jeśli złapie mnie gołoledź albo wiatr złamie drzewa na drodze? Lepiej wybrać się zawczasu, kiedy pogoda służy podróży.

* dziennikarz TVN, prezenter pogody, nauczyciel geografii, pasjonat meteorologii. Żonaty. Dwójka dzieci: Marta i Łukasz.

« 1 »
oceń artykuł

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji