Nowy numer 24/2018 Archiwum

Już nie jestem "homikiem"

Czytanie „Gościa” zaczynam od „Tabliczki Sumienia”. Pisze Pan ostro, dosadnie, ale zawsze się z Panem zgadzam. Jeszcze kilka miesięcy temu bardzo obraziłyby mnie teksty na temat homoseksualistów. Wtedy miałam zamydlone oczy. Czułam się rasowym „homikiem” i wydawało się, że nic tego nie zmieni.

Jest jednak osoba, która całkowicie wywróciła mi życie. To Jan Paweł II. Kiedy umierał, ja zaczęłam się budzić. Coraz więcej się modliłam, a do mojego ówczesnego życia budził się we mnie niesamowity wstręt. Już sobie nie tłumaczyłam, że to normalne, że mam prawo kochać inaczej. Przełomem było tegoroczne Boże Ciało. Szłam za Jezusem w procesji… i to było niesamowite. Ostatecznie pożegnałam się z tamtym życiem i zaczęłam nowe, lepsze, bo z Bogiem.

W tych miesiącach zaczęłam czytać „Gościa” i trafiłam na Pana teksty. Wiedziałam, że ma Pan całkowitą rację. Teraz mogę się podpisać pod każdym tekstem, który dotyczy homoseksualistów. Nikt mi nie wmówi, że to normalne, dobre, że Kościół jest zacofany, że to nie choroba, że tacy się ludzie rodzą, że z tego nie można wyjść. Prawda jest taka, że szczęście i radość można osiągnąć jedynie wyzwalając się z tego zboczenia. Teraz nie potrafię znaleźć na to innego określenia.

Na uczelni mam wykładowcę geja, który stara się wszystkim wmówić, że to jest OK. Kiedy zaczynałam studia, ten facet był dla mnie bohaterem i pod jego wpływem zrobiłam tzw. coming out. Efekt był taki, że mama non stop płakała, atmosfera w domu była okropna. Mamie też dużo zawdzięczam, bo nie dała mi przyzwolenia na takie życie. Walczyła o mnie. Teraz chcę się zaangażować w pomoc osobom o podobnych doświadczeniach jak moje, które chciałyby żyć inaczej. Na studiach muszę znosić swojego wykładowcę, ale teraz jest dla mnie antybohaterem, który robi fatalną robotę.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama