Nowy numer 2/2021 Archiwum

Ciało, które jednoczy

Wielki Post 2011 O człowieczeństwie, odwadze i pobożności Jana Pawła II z abp. Piero Marinim, byłym Mistrzem Papieskich Ceremonii Liturgicznych, rozmawia ks. Tomasz Jaklewicz

Jan Paweł II powtarzał: „Nie lękajcie się”. Czy Ksiądz Arcybiskup przypomina sobie taką sytuację, w której widać było odwagę papieża?
– Jest mnóstwo przykładów jego odwagi. Jan Paweł był z jednej strony człowiekiem bardzo ciepłym, serdecznym, łagodnym, przyjacielskim. Ale gdy chodzi o zasady, był nieugięty. Pamiętam jego wystąpienie w obronie życia podczas pielgrzymki do Polski, kiedy zaczął wręcz krzyczeć. Sam się przeraziłem, słysząc ten krzyk papieża, tę jego siłę. Pamiętam wystąpienie w Agrigento na Sycylii przeciwko mafii. Odwaga papieża nie objawiała się tylko w jego sile, ale także w słabości. Kiedy byliśmy w Sarajewie, papież cały drżał z zimna i z powodu parkinsona. Myśleliśmy, że będzie musiał wrócić do zakrystii, bo nie potrafił już kontrolować swojego ciała. Widziałem wtedy jego odwagę. Kard. Dziwisz pocierał jego dłonie, żeby je ogrzać. Papież wytrwał do końca. Kiedy wybuchła wojna w Iraku, większość przywódców państw ją popierała, a on samotnie mówił jej stanowcze „nie”. Nigdy nie płynął z prądem.

Także w Watykanie, kiedy był do czegoś przekonany, to uderzał nieraz pięścią w stół. Jak papież przygotowywał się do Mszy św.?
– Przez skupienie i modlitwę. W zakrystii papieskiej w Rzymie i wszędzie, gdzie odprawiał, zawsze przed i po Mszy św. klękał i trwał przez dłuższą chwilę na modlitwie, także wtedy, gdy byliśmy spóźnieni. Nie chciał, żeby mu przeszkadzano. W zakrystii przygotowywał się do odśpiewania prefacji po łacinie. Kochał śpiewać. Więc najpierw ja śpiewałem, potem on, i potem wspólnie. Wiele razy przed Mszą św. urządzaliśmy w zakrystii Bazyliki św. Piotra takie koncerty w duecie. Śpiewał nie tylko wtedy, kiedy miał jeszcze dobry głos, ale także wtedy, gdy brakowało mu już sił.

Które z papieskich celebracji utkwiły Księdzu Arcybiskupowi najmocniej w pamięci?
– Pamiętam Mszę w klinice Gemelli, kiedy był chory. Koncelebrowaliśmy w trójkę: papież w łóżku, don Stanislao i ja. Człowiek tak ważny, tak wielki, położony w łóżku. Myślałem wtedy właśnie o jego człowieczeństwie, o jego kruchości. Pamiętam też wiele innych trudnych Mszy św. W Miami musieliśmy przerwać Eucharystię i dokończyć ją w przyczepie kempingowej. Pogoda nagle się pogorszyła. Widziałem z daleka trąby powietrzne, które zbliżały się w naszą stronę. Powietrze było całe naelektryzowane. Władze cywilne domagały się przerwania celebracji. Ktoś zapytał mnie: „Ale kto ma odwagę podejść do tego nieugiętego człowieka i powiedzieć mu, że ma przerwać celebrę?”. Podszedłem, powiedziałem, że zbliża się huragan i władze proszą, by przerwać. Jan Paweł na to: „Jeśli biskup miejscowy zdecyduje, przerywamy”. Biskup tylko na to czekał, wziął mikrofon i zawołał: „Wszyscy do domów”. A my poszliśmy do zakrystii w wielkiej przyczepie kampingowej. Byliśmy przemoknięci, kardynałowie, biskupi zostali tylko w podkoszulkach. Stanisław wyprosił dziennikarzy, zamknął drzwi na klucz i tak dokończyliśmy celebrację… (śmiech). Ale najbardziej trudny moment miał miejsce w Santiago de Chile w 1987 r. Podczas Mszy św. o pojednanie wybuchły zamieszki. Podpalono opony, przewrócono zwyżkę dla dziennikarzy. Ludzie skandowali: „Wolność, wolność”. Policja użyła armatek wodnych. Pod ołtarzem biegali ludzie z noszami, wynosząc rannych. Do ołtarza sięgnęły opary gazu łzawiącego. Nie wiedzieliśmy, czym to się skończy. Po Mszy św. okazało się, że nie możemy odjechać, bo nie ma eskorty policji. Powiedziałem papieżowi, że musimy poczekać. Ojciec Święty wziął mikrofon i wołał „Miłość jest silniejsza”.
« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama