GN 28/2018 Archiwum

Fatima z Luksemburga

Wszyscy tu wiedzą, że są dwie Fatimy. Jedna w Portugalii, druga w Luksemburgu. Po wojnie sami Luksemburczycy sprowadzili Królową Pokoju do swojego księstwa. Dziś, raz w roku, miasteczko Niederwiltz podbijają imigranci portugalscy. I świętują z ocalałymi Luxembourgois.

Niederwiltz... Niederwiltz… wiesz, gdzie to może być? – nasz przypadkowy informator zakłopotany drapie się po głowie i pyta kolegę. – Niederwiltz… Niederwiltz… Nie, nic tu takiego nie ma – podpowiada jego towarzysz. Próbuję pomóc panom i rzucam hasła: kościół, pielgrzymka… – A! Fatima? – koledzy czują się pewniej. – To tutaj, za tym zakrętem – śmieją się wyraźnie wyluzowani. Okazuje się, że oficjalna nazwa niższej części miasteczka Wiltz jest mniej znana niż potoczna Fatima… Nic dziwnego. Następnego dnia mała społeczność przeżyje prawdziwy najazd 15 tysięcy pielgrzymów. Jak co roku, w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, Niederwiltz zamieni się w małą Portugalię. Bo chociaż to nie Portugalczycy sprowadzili tutaj „swoją” Królową, to oni przede wszystkim przychodzą dziś do sanktuarium „Fatimy na emigracji”. Rodowici Luksemburczycy współorganizują pielgrzymkę i towarzyszą nowym mieszkańcom księstwa.


To Luksemburczycy sprowadzili Matkę Bożą Fatimską do swojego księstwa. Dziś głównie portugalscy imigranci sprawiają, że sanktuarium żyje. W procesji bierze udział 15 tysięcy pielgrzymów.


Wojna i obietnica
– Niektórzy myślą, że to portugalskie sanktuarium – Jos Scheer mieszkał tu zawsze i mówi, że to Luksemburczycy wpadli na pomysł utworzenia sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej. Pod koniec II wojny światowej był małym chłopcem. Do dziś z żoną przechowują krzyż, zrobiony z odłamka niemieckiego pocisku. Za małą figurą Chrystusa włożone liście bukszpanu. To miejscowa tradycja: co roku w Niedzielę Palmową wszyscy święcą kawałek rośliny i wkładają go za krzyż… Taki sam? – Tak, tak, wiele osób tutaj ma takie „bombowe” krzyże – przytakuje Jos. – Chrystus cierpiał na krzyżu. I tu też było cierpienie – oczy Josa wilgotnieją.


Co roku w święto Wniebowstąpienia tysiące pielgrzymów gromadzą się pod luksemburską Fatimą


W styczniu 1945 r., gdy alianci zachodni wypierali Niemców z Luksemburga, modlił się o wyzwolenie w piwnicy z rodziną. Kilkadziesiąt metrów dalej, w piwnicy pod prezbiterium w kościele, modliła się grupa wiernych z księdzem. Obiecali wtedy, że jeśli wojna się skończy, mieszkańcy wybudują sanktuarium z Drogą Krzyżową i kaplicę poświęconą Najświętszemu Sercu Jezusa i Matce Bożej. Trzy lata wcześniej, w 25. rocznicę objawień w Fatimie, zrodziła się myśl, żeby wybudować sanktuarium Królowej Pokoju.
– Wtedy nie było tu jeszcze Portugalczyków – mówi Jos. – Przyjechały za to wojska amerykańskie.


Barwy Luksemburga i Portugalii tworzą bogatą mozaikę. Na czele procesji idzie abp Fernand Franck (na zdjęciu drugi z prawej)


Moja matka robiła właśnie gofry, a ja za nimi przepadałem. I wyobraźcie sobie, że Amerykanie zjedli wszystkie wypieki – opowiada ze śmiechem. – Ale mama wyjaśniła mi, że oni mają prawo do tych gofrów – Jos poddaje się z humorem. I nakłada czarne wdzianko, trochę za ciasne, ale… nie, nie z tamtych czasów. Zagadany i wzruszony nie zauważył, że wziął niechcący moją kurtkę. – Kolor mnie zmylił, mam taką samą… A właściwie, pogadajcie z innymi, bo ja tu nie jestem ważny – przekonuje.
« 1 2 3 4 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama