Nowy numer 49/2020 Archiwum

Mówimy: nie czyń komu złego

Sokółka. Miasteczko 45 kilometrów od Białegostoku. W domu Konstantego Szczęsnowicza, imama muzułmańskiego (- To jak u was ksiądz – wyjaśniali państwo Chaleccy z pobliskich Kruszynian) stoi choinka. – Żeby wnuczek się cieszył – tłumaczy Szczęsnowicz.

Pięcioletni Omar ma w przedszkolu kolegów katolików i prawosławnych. Najpierw jedni, a potem drudzy obchodzili święta. Dziś sobota, maluch został z dziadkiem. Buduje z klocków lego meczet.
– Czym się różni meczet od kościoła?
– Czubkami. Na kościele jest krzyż, na meczecie księżyc – odpowiada rezolutnie. Jest jednym z żyjących na Podlasiu polskich muzułmanów.

Świadkiem był księżyc
Po meczecie w Bohonikach, zabytku klasy zerowej z XIX w., od 4 lat oprowadza Eugenia Radkiewicz. W czyściutkich różowych papućkach, bo ciągnie od podłogi.

– Święty Koran był objawiony prorokowi Mahometowi przez archanioła Gabriela z nakazu jedynego Boga. Było to ciemną nocą na pustyni, a jedynym światłem i świadkiem tego zajścia były księżyc i gwiazdy. Dlatego to symbole naszej wiary – opowiada płynnie, z uśmiechem, kiedy siedzimy na bosaka na dywanie. – Muzułmanie litewscy, lipkowie, znaleźli się tu za przyczyną Jana III Sobieskiego. Za zasługi, waleczność i bitność Rzeczpospolita nagradzała ich majątkami. Zezwolono im żenić się z miejscowymi szlachcianeczkami, otrzymywali tytuły szlacheckie, ale musieli przyjąć ich nazwiska. Dlatego do dziś nosimy ładne polskie nazwiska, kończące się na „cki” i „ski”, takie jak Jasiński, Kucharski albo Radkiewicz, Bogdanowicz.

Na tych ziemiach wznieśli 19 świątyń, ale jak ustalono granice z Białorusią, tylko dwa meczety zostały w Polsce – w Bohonikach i Kruszynianach. Na ścianach nie widać wizerunków Allacha, który nie posiada postaci. Za to wiszą ozdobione motywami roślinnymi wersety z Koranu. Przed mihrab – wnęką zwróconą na południe, w stronę Mekki, leży Koran. – Podstawkę pod niego sprezentował kard. Gulbinowicz – mówi Radkiewiczowa. W czasie nabożeństwa muzułmanki pozostają w osłoniętym firankami pomieszczeniu z tyłu meczetu, z nakrytymi głowami. Nasza przewodniczka trochę się niecierpliwi, czeka na córkę, która poszła do fryzjera. Wybierają się na ślub. – Szczęść Boże – żegna nas serdecznie.

« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama