Nowy Numer 21/2019 Archiwum

Oddajcie nam tęczę

Magia świąt? Tęcza jako symbol gejów? Medytacja obowiązkowo „transcendentalna”? Niebo wiejące nudą? Metallica w wersji chorałowej? Nie kupuj popkulturowej papki. Koneserzy nie piją przecież rozcieńczonej whisky.

Rozpalona słońcem Jerozolima. Tłum pielgrzymów przeciska się z drewnianym krzyżem między straganami z owocami, falafelami i kilogramami różańców. Wchodzę do chrześcijańskiej księgarni na Via Dolorosa. Z głośniczków sączy się błogi chorał gregoriański. „I’m loosing my religioooon” („Porzucam moją religię”) – śpiewają pseudomnisi z popularnej niemieckiej kapeli Gregorian. A tuż po tym nucą kolejne „psalmy”: „Nothing else matters” (Metallica) i „Blasphemous rumours” (Depeche Mode). Słucham tekstu nowego „depeszowego” chorału: „Nie chcę rozsiewać bluźnierczych plotek, ale myślę, że Bóg ma chore poczucie humoru i kiedy umrę, na pewno będzie się śmiał”. Zamurowało mnie. Brzmiało to troszkę jak chichot demona. Popkultura zabrała się nawet za chorał gregoriański.

Przeczytaj też: Wybrakowana tęcza

Momentalnie przypomniała mi się opowieść dwóch kibiców, którą podsłuchałem w tramwaju. Jeden z nich przypadkowo trafił na nieszpory benedyktyńskie do Tyńca. Wszedł i usiadł z wrażenia. – Stary – opowiadał kumplowi z wypiekami na twarzy – jaki śpiew! Normalnie, chłopie, jak Enigma! Lansowany przez popkulturę „chorał” stał się rodzajem sielskiej (bo już nie anielskiej) muzyczki do kawy, podobnej chilloutowej (modne słówko) serii krążków „Pieprz i wanilia”. Tymczasem – jak czytamy w dokumentach Soboru Watykańskiego II – to wciąż pierwszy śpiew Kościoła. Pseudomnisi śpiewający „Brothers in arms” Dire Straits? Nie, dziękuję. Wolę autentyczność tynieckich benedyktynów wołających: „Ogarnęły mnie fale śmierci i zatrwożyły odmęty niosące zagładę; oplątały mnie pęta Szeolu. W moim utrapieniu wzywam Pana; usłyszał On mój głos ze swojej świątyni, a krzyk mój dotarł do Jego uszu”.

Tęczowy music box
Od czasów imprezy Gay Pride w San Francisco w 1978 roku tęcza zyskała nowe znaczenie. Używana jest odtąd jako symbol tolerancji. Utożsamia się z nią przede wszystkim ruch społeczny lesbijek, gejów, osób biseksualnych i transpłciowych. Tęczowymi flagami wymachują uczestnicy parad równości, znajdziemy ją też przy wejściach do lokali gay-friendly. Tymczasem w Biblii jest ona symbolem przymierza pomiędzy
Bogiem i człowiekiem, obietnicą, którą usłyszał Noe. „Łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną a ziemią – czytamy w Księdze Rodzaju. – A gdy rozciągnę obłoki nad ziemią i gdy ukaże się ten łuk na obłokach, wtedy wspomnę na moje przymierze, które zawarłem z wami i z wszelką istotą żywą, z każdym człowiekiem”.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji