Nowy numer 2/2021 Archiwum

Spowiedź jak PKP

Spowiedź powinna być jak PKP – opowiadają polscy dominikanie. Prosta, krótka i pełna. I przypominają: grzech to śmierć.

Pan odpuścił twoje grzechy, idź w pokoju... I zbawienne pukanie w drewno konfesjonału. Ile razy wstawaliśmy z kolan, czując, że jesteśmy lżejsi niż piórka? Kamień spadał nam z serca. Dlaczego w czasie urlopów wyciągamy temat spowiedzi? – zdziwią się niektórzy. Powody są trzy: po pierwsze w wielu polskich domach istnieje tradycja, by tuż przez wakacjami klękać u kratek konfesjonału. Po to, by na urlop ruszyć z czystym kontem. Po drugie na półki księgarskie trafiła właśnie świetna książka o sakramencie pojednania. Dwaj dominikanie Paweł Kozacki – przeor krakowskiego klasztoru i Wojciech Prus – redaktor naczelny wydawnictwa „W drodze” rozmawiają o „Spowiedzi bez końca”. Co ich łączy? Długoletnia praktyka duszpasterska, godziny przesiedziane w „drewnianych budkach” oraz kibicowanie Lechowi Poznań. Trzeci powód napisania artykułu jest najważniejszy: wszyscy jesteśmy grzesznikami.

Po co mi ksiądz?
Spowiedź powinna być: prosta, krótka i pełna – takie powiedzonko można usłyszeć w polskich klasztorach dominikanów. Hm. Łatwo powiedzieć. „W praniu” okazuje się, że z sakramentem pojednania mamy niemało kłopotów. W „Spowiedzi bez końca” dominikanie odpowiadają na pytania, z którymi mamy największe kłopoty. Pierwsze, należące już do „klasyki gatunku”, zadają najczęściej osoby omijające kościoły szerokim łukiem: – Przepraszam bardzo. A po co mi pośrednik? Czy do tego, by otrzymać Boże przebaczenie, muszę koniecznie usłyszeć głos księdza: „I ja odpuszczam tobie grzechy…”? – Bardzo potrzebujemy znaków – wyjaśnia o. Wojciech Prus. – Jak na własny użytek mamy rozeznać, kiedy grzech został odpuszczony, a kiedy nie? Jeśli mielibyśmy sami decydować, na jakąż narażalibyśmy się niepewność! Kiedy celebruję spowiedź, przez pośrednictwo drugiego człowieka, to w całej mojej niepewności mam szansę dostrzec, że dostałem rozgrzeszenie. Mogę nie być pewny, mieć wątpliwości, odczuwać lęk, ale dostałem rozgrzeszenie, mam do odprawienia pokutę. Spowiadam się niedoskonale, spowiadam innych w sposób niedoskonały, ale ratuje nas Duch Święty, który przychodzi z pomocą w naszej słabości.

Owczy pęd do Komunii
Choć wedle badań Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego maleje liczba wiernych chodzących co niedzielę na Mszę, rośnie liczba wiernych przyjmujących Komunię św. W ciągu trzydziestu ostatnich lat liczba communicantes zwiększyła się o prawie 9 proc. To bardzo pozytywne zjawisko. Ale – doszukując się drugiego dna – można zapytać: czy nie dzieje się tak również dlatego, że coraz częściej przystępujemy do Komunii z marszu? Wiedzeni instynktem stadnym nie przejmujemy się już grzechami (grzechy? Jakie grzechy?). Zapominamy o radykalnych słowach św. Pawła, przypominającego Rzymianom, że „zapłatą za grzech jest śmierć”. Czy rzeczywiście tak jest? To zjawisko, którego nie da się opisać w wymierny sposób. Widać je często w krajach Europy Zachodniej. Księża pracujący w Niemczech zauważają, że choć niewiele osób przystępuje do spowiedzi, do komunii ustawiają się kolejki. Wnioski nasuwają się same. Czy z takim samym zjawiskiem mamy do czynienia w Polsce? To prawdopodobne. Istnieje pokusa, byśmy zadowoleni z siebie grzech zaczęli traktować coraz częściej jako przyjemność z niewiadomych przyczyn zakazaną przez Kościół. Dlaczego tak się dzieje? – Bo nie odnosimy tego do relacji miłości. A tu trzeba wszystko odnosić do miłości! – wyjaśnia ks. Stefan Czermiński, współautor książki „Tylko dla łajdaków”. – Trzeba ją pielęgnować jak kruchą, bezcenną roślinkę. Bo właśnie miłość objaśnia nam grzech. Gdy zrani się miłość, torturą jest patrzenie, jak ona cierpi.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama