Nowy numer 44/2020 Archiwum

Czego się Jaś nie nauczy

Nowa podstawa programowa dla szkół zatwierdzona przez minister Katarzynę Hall budzi poważne zastrzeżenia polonistów, historyków, pedagogów. Niepokoi ograniczenie nauczania historii, wąski kanon lektur i same założenia projektu.

Szkoły ponadgimnazjalne praktycznie utracą charakter ogólnokształcący. Po pierwszej klasie uczniowie będą musieli wybierać specjalizację pod kątem przedmiotów maturalnych i przyszłych studiów. Profile matematyczno-przyrodnicze będą miały zminimalizowaną humanistykę, a humaniści silnie zredukowane zajęcia z przedmiotów ścisłych. Liczba obowiązkowych lektur zostanie ograniczona do minimum. Kurs historii zakończy się dla większości uczniów w pierwszej klasie ponadgimnazjalnej. To tylko niektóre ze zmian, które wprowadza nowa podstawa programowa.

Stosowne rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej zostało podpisane dzień przed Wigilią ubiegłego roku. Być może ten przedświąteczny termin i zawirowania wokół sześciolatków spowodowały, że ta całościowa reforma programowa oświaty umknęła uwadze mediów. Podstawa programowa jest najważniejszym dokumentem w całym systemie oświaty. Określa on cele i treści nauczania, które państwo ma obowiązek zapewnić w ramach systemu edukacji. Dotyczy to zarówno szkół samorządowych, jak i szkół prywatnych, także katolickich. Będzie to także podstawa dla egzaminów na zakończenie podstawówki, gimnazjum oraz matury.

Oświata dla gospodarki?
Nowa podstawa programowa jest dostosowaniem naszego systemu oświaty do zaleceń Parlamentu Europejskiego. Nad tym projektem pracowało ponad 100 ekspertów powołanych przez ministerstwo. Pełna ich lista nie została udostępniona. Dlaczego? MEN odpowiada, że eksperci nie muszą sobie tego życzyć, a poza tym końcowy efekt jest wypadkową ich prac i różnych konsultacji, dlatego nie wszyscy muszą utożsamiać się z całością dokumentu. Prace nad podstawą były dofinansowane ze środków unijnych. Tytuł projektu: „Doskonalenie podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz kształcenia ogólnego w poszczególnych typach szkół pod kątem jej zgodności z wymogami gospodarki opartej na wiedzy”.

– Gospodarka jest ważna, ale to nie ona powinna wyznaczać priorytety edukacyjne – komentuje siostra Maksymiliana Wojnar z Rady Szkół Katolickich. – Podstawa wylicza trzy cele kształcenia ogólnego: zdobycie wiadomości, umiejętność ich wykorzystania oraz sprawne i odpowiedzialne funkcjonowanie w świecie. W poprzedniej podstawie zapisano, że „nadrzędnym celem działań edukacyjnych szkoły jest wszechstronny rozwój ucznia”. Teraz tego zabrakło. Dominuje nastawienie czysto praktyczne. Niepokoi także to, że nie akcentuje się wychowawczej roli szkoły. Owszem, w programie szczegółowym tu i ówdzie zwraca się na to uwagę, ale brakuje jasnego założenia, że wychowanie jest ważnym celem edukacji. Już dziś szkoła niedomaga pod tym względem. Można się obawiać, że wychowawcza rola szkoły zostanie jeszcze bardziej osłabiona.

– Ta podstawa jest bardzo nowocześnie napisana od strony metodycznej, ale niepokoi mnie jej fundamentalne założenie, które traktuje edukację jako towar na rynku. Skutek jest taki, że przy przedmiotach humanistycznych prawie wcale nie mówi się o wartościach, ale wszystko sprowadza się do umiejętności. W poprzedniej podstawie we wstępie były opisane pewne założenia antropologiczne, w nowej tego nie ma – podkreśla Piotr Bejnar-Bejnarowicz, dyrektor Liceum Przymierza Rodzin w Warszawie.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama