Nowy numer 42/2020 Archiwum

Bóg mówi szeptem

Był taki moment, że mój organizm stanął ze mną do walki – opowiada Aleksandra. – Myślałam: albo ja, albo moje ciało. Ale ciało nie chce jej słuchać.

W kwietniu będą świętować trzecią rocznicę ślubu. Od dwóch lat starają się o dziecko. Odwiedzili niejednego ginekologa. – Gdybym miała pokładać nadzieję tylko w medycynie, już bym była bliska wariacji – przyznaje. – Po tych wszystkich badaniach dochodzę do ściany i mam więcej znaków zapytania niż na początku, bo moja wiedza jest większa. Człowiek trzyma się czegoś małym palcem, a Bóg mówi „puść i to”. Żeby zaczęło się coś nowego.

Hartowanie
Aleksandra twierdzi, że jej życie to próba oczekiwania. Ono ją hartuje jak jakiś szlachetny metal. – Długo zmagałam się z Bogiem, żeby ktoś ukochany pojawił się w moim życiu – zwierza się. – Wzięłam ślub dopiero w wieku 29 lat. Potem zaczęliśmy czekać na dziecko. Myślałam, że trzeba je urodzić do 35 lat, żeby uniknąć zagrożenia wadami wrodzonymi. A tu nic. Nieraz powtarzała sobie: „Już przerabiałaś tę lekcję, musiałaś czekać, ale było warto”. Zaczęły się wizyty u ginekologa. – Testy wyszły nam nieciekawie, okazało się, że wina jest po mojej stronie, podejrzewali niedrożność jednego jajowodu. Tydzień temu, po badaniu laparoskopowym, usłyszała, że ma wynik „fałszywie ujemny”. Na wypisie szpitalnym widnieje diagnoza „niepłodność pierwotna”. – To się odnosi do kobiet, które jeszcze nie rodziły – wyjaśnia. Wcześniej było leczenie hormonalne, propozycja sztucznej inseminacji, wreszcie zapłodnienia pozaustrojowego. – Spojrzałam na męża i wiedziałam, że o tym nawet nie musimy rozmawiać, na nic sztucznego się nie zdecydujemy – mówi.

Kalkulacje
Odrzucili zapłodnienie in vitro. – Pieniądze na zabieg pewnie by się uzbierało – kalkuluje. – Ale nie mamy władzy nad ludzkim życiem. Ono należy do Boga i nie chcemy Mu jej wydzierać. Nie obawiałam się, że Bóg mi pogrozi: „Teraz mnie popamiętasz, bo coś mi zwędziłaś”. Bałabym się konsekwencji duchowych – dodaje. Bo pragnie tego dziecka z całym Bożym błogosławieństwem. Podkreśla, że nie chciałaby obciążać sumienia faktem, że podczas zabiegu in vitro inne, słabsze zarodki by umarły: – Widzę w nich ludzi, a nie chcę realizować egoistycznych pragnień po trupach. Uważa, że powołanie do życia dziecka nie może być spełnieniem zachcianki, takiej jak na przykład kupno samochodu. – Jak nie mam samochodu, nikogo to nie obchodzi, jak nie mam dziecka, wszyscy wywierają presję, pytają.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama