Nowy numer 48/2020 Archiwum

Klapsy z paragrafem

Czy klapsy dla dziecka skończą się eksmisją rodziców? A odmówienie kupna batonika – donosem o stosowaniu przemocy ekonomicznej? Rząd planuje zaostrzenie przepisów chroniących dzieci przed przemocą w rodzinie. Niektóre pomysły jednak budzą niepokój, czy państwo za bardzo nie ingeruje w model wychowania.

Prawo już jest
Projekt budzi jednak wiele wątpliwości. Powstaje słuszne podejrzenie, że państwo przekracza swoje kompetencje i chce wpływać znacząco na model wychowania dzieci. – Mam mieszane uczucia – mówi dr Leszek Bosek, prawnik z Uniwersytetu Warszawskiego, prezes Fundacji Academia Iuris. – Trzeba wprawdzie pamiętać, że dziecko ma godność, jak każdy inny człowiek, i nie można go maltretować, ale potrzebne są też jakieś środki wychowawcze. Nadmierna ingerencja urzędników w życie rodziny i zastępowanie rodziców w procesie wychowawczym może doprowadzić do upaństwowienia rodziny, według modelu szwedzkiego – uważa Bosek.

Wątpliwości ma również Joanna Kluzik-Rostkowska, minister pracy i polityki społecznej w poprzednim rządzie. – Zakładam dobrą intencję autorów projektu – zaznacza na wstępie. – Ale zawiera on dwa podstawowe błędy. Po pierwsze zakłada wyciąganie dziecka już z patologicznej rodziny, a trzeba myśleć wcześniej, jak patologii zapobiec – mówi była minister. – Druga wada polega na tym, że miesza się dobrych, kochających rodziców, czasem stosujących lekkie kary w postaci np. klapsa, z rodzicami regularnie bijącymi swoje dzieci i tymi, którzy je zabijają – uważa Kluzik-Rostkowska. – Czym innym jest sprawnie działająca instytucja państwa, reagująca na rzeczywistą patologię w rodzinie. Ale ja podejrzewam, że państwo chce ingerować w każdą rodzinę. To będzie nieskuteczne – dodaje.
Główny problem polega na tym, że obecne prawo chroni skutecznie dzieci przed przemocą w rodzinie, tylko prawo to nie jest egzekwowane.

– Trzeba najpierw zacząć przestrzegać obecnego prawa – uważa dr Tomasz Terlikowski, filozof i publicysta. – Mężczyzna, który bije żonę i dziecko, powinien po prostu iść do więzienia i trzeba mu odebrać prawa rodzicielskie. Ale sędziowie są często pobłażliwi. Skoro za czyny pedofilskie polskie prawo przewiduje karę od 2 do 12 lat więzienia, a średnia wymierzona kara wynosi 3 lata, to znaczy, że sędziowie to bagatelizują – mówi Terlikowski. Uważa, że projekt ustawy jest niedopuszczalną ingerencją państwa w proces wychowawczy. – Duch tego prawa jest niebezpieczny, ale on jest zawarty już w naszej konstytucji, która mówi, że wprawdzie to rodzice wychowują dzieci, ale… uwzględniając ich światopogląd. To jak mi 16-latek zostanie satanistą, to ja mam prawo wybić mu to z głowy, czy muszę uszanować jego „światopogląd”? – pyta retorycznie Terlikowski. Leszek Bosek także uważa, że istniejące przepisy są wystarczające do walki z przemocą w rodzinie. – Obecne prawo precyzyjnie określa to, co jest naganne. Sądy też mogą ograniczać lub pozbawiać władzy rodzicielskiej, w przypadku stwierdzonych nieprawidłowości. Problemem jest jednak w Polsce egzekwowanie prawa – uważa prawnik z UW.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama