Nowy numer 48/2020 Archiwum

Nam idzie o życie

Współczuję moim przyjaciołom, pracującym w „Wyborczej”, z powodu tego, co wyprawiali w ostatnich dwóch tygodniach ich szefowie. Publikowanymi dzień w dzień tekstami na oczach całej Polski usiłowali doprowadzić do zabicia dziecka 14-letniej Agaty z Lublina.

Czternastolatka miała wątpliwości, czy powinna dziecko zabić. Jednak silnie ją w tej sprawie naciskała matka, a później również feministki z Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Ruchy obrony życia zawiadomiły więc prokuraturę, a ta wszczęła śledztwo w sprawie nakłaniania dziewczyny do aborcji. Do wy-jaśnienia sprawy Agata miała zostać umieszczona w pogotowiu opiekuńczym w Lublinie.
Ponieważ dziecko nadal żyło, Agata stała się symbolem walki o wolność zabijania nienarodzonych ludzi. Feministek nie obchodzi, że z syndromem poaborcyjnym 14-latka będzie musiała się zmagać do końca życia. Zwolennikom aborcji nie zależy na dobru tej dziewczyny. A obrońcy życia, którzy naprawdę chcą Aga-cie pomóc, zostali z niezwykłą wściekłością opluci przez „Gazetę Wyborczą”.

Jerzyki ważniejsze od dzieci
„Małoletnia jest w 11. tygodniu ciąży, a prawo zezwala na zabieg do 12. tygodnia” – przypominała co dzień „Wyborcza”, jednoznacznie sugerując, że wkrótce na zabicie dziecka zgodnie z prawem będzie za późno. Teksty „Wyborczej” były jak codzienne doniesienia z frontu. Wystarczy wziąć do ręki pierwszą z brzegu „Wyborczą” sprzed tygodnia. Ja mam przed sobą egzemplarz z piątku 13 czerwca. Połowa drugiej strony to lament redaktorów nad zacofanymi rodakami, którzy mają coś przeciwko zabijaniu dzieci przed urodzeniem.

A co znalazło się po sąsiedzku na drugiej połówce tej strony? Dramat jerzyków w Opolu! Tym podobnym do jaskółek ptakom wielki baner festiwalu opolskiego zasłonił dostęp do gniazd. Na dramatycznej fotografii widać, że jerzyki bezradnie latają przed rozpiętym banerem. „To straszne”, „Czy życie i ochrona ginącego gatunku ptaków jest mniej warte niż balanga polskich gwiazdeczek?”, „Za kilka dni znajdziemy pod tą ścianą martwe pisklaki” – cytuje „Wyborcza” oburzonych ludzi. W innych okolicznościach tekst o jerzykach czytałoby się znakomicie. Ale nie w tym upiornym zestawieniu z zapiekłą walką o prawo do zabijania ludzi.

To nie gwałt
Cała awantura zaczęła się od tekstu „Odmówili aborcji zgwałconej 14-latce” w „Wyborczej” z 7–8 czerwca. Według gazety, dziewczyna chciała dokonać aborcji w szpitalu przy Inflanckiej w Warszawie, ale niespodziewanie przyjechali tam ksiądz z Lublina i działacze organizacji pro-life. Gazeta grzmiała: „Gdy do lecz-nicy przyjechali przeciwnicy aborcji, rozpętało się piekło. – To był koszmar – opowiada pracownica. – Oni ją zaszczuli. (...) Gdybyśmy zrobili ten zabieg, moherowe berety by nas zjadły” – napisała „Wyborcza”.

Przedrukowały to w Internecie portale informacyjne. Sformułowanie „gwałt na 14-latce” oddziałuje na emocje. Zwłaszcza dla kogoś, kto nie ma tych spraw do końca przemyślanych i uważa, że w takiej sytuacji można jednak małego człowieka zabić. Internet zawrzał więc od ciężkich wyzwisk pod adresem księży i świeckich katolików. Agresywne ataki na obrońców życia podchwyciły też inne media, m.in. „Newsweek” i „Polityka”. Informacja „Wyborczej”, że dziecko zostało poczęte w wyniku gwałtu, okazała się jednak wkrótce kompletną bzdurą. Ojcem dziecka jest 15-letni chłopak Agaty. „Oboje oświadczyli nam, że odbywali stosunki dobrowolnie” – powiedział nadkomisarz Janusz Wójtowicz, rzecznik komendanta wojewódzkiego policji w Lublinie.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama