Nowy Numer 38/2019 Archiwum

Święty zapalony

Święty Jacek – Boży szaleniec – na nowo schrystianizował Polskę. W tym roku mija 750 lat od jego śmierci. Dziś jego bracia dominikanie wyruszają na pogranicza Kościoła. Docierają często do tych, którzy świątynie omijają szerokim łukiem.

W takim razie to wielki rarytas! Wielu naukowców z pewnością chciałoby się nim zająć…
– Mnie też się tak wydawało. Tymczasem przez kilka lat starałem się zainteresować nim różne osoby – bez odzewu. W końcu postanowiłem sam się za to zabrać i zacząłem go tłumaczyć, nie uświadamiając sobie jeszcze, że zbliża się jubileusz 750-lecia śmierci św. Jacka. Kiedy zdałem sobie z tego sprawę, pomyślałem, że to świetna okazja, żeby ten list wydać.

Czego dowiadujemy się z listu o procesie kanonizacyjnym?
– Historię procesu św. Jacka czyta się jak kryminał. Jacek w ciągu trzydziestu lat na nowo schrystianizował Polskę. Natomiast Polska, niestety, mu się nie odwdzięczyła – na kanonizację czekał 337 lat. Ta kanonizacja też by się nie udała, gdyby nie obcokrajowcy, tacy jak Zygmunt III Waza czy Seweryn Lubomlczyk – przechrzczony Żyd, bardzo gorliwy, który chodził po karczmach Wołynia i nawracał ludzi. Historia pokazuje nam, że święty Jacek nie miał szczęścia do rodaków. I nie ma go do dziś. Myśmy ten jubileusz przespali!

Dlaczego Ksiądz tak uważa?
– Ta rocznica była doskonałym momentem, żeby edukować Europę politycznie i religijnie. Bo Europa o Polsce nie wie nic. I nie mówię tutaj o czasach zamierzchłych, tylko o najnowszej historii. Ludzie na Zachodzie w ogóle nie widzą związku między obaleniem muru berlińskiego, upadkiem komunizmu a „Solidarnością” i Janem Pawłem II. Dla nich wszystko rozegrało się pomiędzy Gorbaczowem i Niemcami. O naszej historii nie wiedzą prawie nic, podobnie jak o naszej religijności. Jesteśmy dla nich jakimś tam zaściankowym państwem.

Inne narody umieją się lepiej pochwalić swoją historią?
– Oczywiście! W tym roku obchodzono 800 lat od narodzin św. Elżbiety Węgierskiej. Choć Święta prawdopodobnie nigdy w Rzymie nie była, to właśnie w Rzymie odbyły się uroczystości rozpoczęcia roku elżbietańskiego. Przyjechały dwa episkopaty: niemiecki i węgierski. Była wielka sesja naukowa, a „L’Osservatore Romano” zamieściło przynajmniej dziesięć artykułów na temat Elżbiety Węgierskiej. Tymczasem mamy 750 lat od śmierci św. Jacka i nie poświęcono mu tam jeszcze ani jednego artykułu. Została zaprzepaszczona wielka okazja, żeby przez teksty, sympozja, koncerty edukować Europę, pokazywać, że Polska miała wielkich świętych. Sam fakt, że na kolumnadzie Berniniego św. Jacek stoi obok Ksawerego i Bertranda, dwóch największych apostołów, o czymś świadczy. To był jeden z najczęściej malowanych świętych w malarstwie włoskim w XVII wieku. Malowali go El Greco, Tiepolo, a także malarze ze szkoły Caravaggia. Jan III Sobieski, kiedy szedł pod Wiedeń, najdłużej modlił się właśnie przed grobem św. Jacka w Krakowie. To właśnie Sobieski, po zwycięstwie nad Turkami, domagał się, żeby ustanowić Jacka głównym patronem Polski. Papież Innocenty XI nie mógł mu odmówić…

Co w polskim chrześcijaństwie zostało z działalności św. Jacka?
– Jacek zawsze jest przedstawiany z monstrancją i figurą Matki Bożej. Kładł nacisk na Eucharystię i kult maryjny. Trzecim elementem ważnym dla jego duszpasterstwa była spowiedź indywidualna. Dziś, po upływie 750 lat, te trzy elementy nadal stanowią wyróżnik polskiej duchowości na tle innych narodów. Dalej jesteśmy narodem maryjnym, który ma ogromną cześć do Najświętszego Sakramentu. I dalej jesteśmy narodem, który się najwięcej w świecie spowiada. Przypadek, czy to Jacek tak dobrze zasiał?

Czego uczy nas ta postać?
– Dumy z bycia chrześcijaninem i zapału misyjnego. To człowiek, który przerył ten kraj, nie tylko na płaszczyźnie religijnej, ale również społecznej – stworzył szkoły dominikańskie, które stały się podstawą szkolnictwa wyższego. Przykład Jacka pokazuje, że chrześcijaństwo musi być misyjne – tylko wtedy jest atrakcyjne. Dziś, kiedy młodzi ludzie słyszą, że coś jest dogmatem i nie można z tym dyskutować, odwracają się i mówią: do widzenia. A dla Jacka dogmat nie był końcem drogi, ale jej początkiem. Tym, co trzeba zanieść innym, do czego trzeba ludzi zapalić. Swoje doświadczenie wiary chciał zanieść na krańce świata. Podobnie robi dzisiaj ojciec Góra, który chce pokazać ludziom, że dogmat nie jest nudny, skostniały, ale może być fascynujący. Zapala ich, aby tak jak Jacek powiedzieli: „Poślij mnie!”, być może rezygnując czasem ze swojej kariery. Na Jacka czekała wielka kariera: miał za sobą studia w Paryżu i Bolonii, był kanonikiem Krakowa. Ale on wybrał drogę misji.

Czy mamy dzisiaj takich Jacków, którzy są gotowi powtórzyć słowa: „Poślij mnie!”?
– Tysiące młodych powtarzało to w tym roku nad Lednicą. To znaczy, że chrześcijaństwo się nie starzeje. Ziarno jest zawsze dobre, tylko trzeba przygotować dla niego glebę.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL