Nowy numer 43/2020 Archiwum

Po indeks do Europy

Egzaminy nad Sekwaną? Akademik w sąsiedztwie irlandzkiego pubu? Coraz mniej stoi na przeszkodzie, by zrealizować studencki european dream.

Chociaż nie grożą nam pustki na rodzimych uniwersytetach, coraz więcej młodych Polaków decyduje się na studencką przygodę poza krajem. Państwowe instytucje rejestrują tylko studentów polskich uczelni, którzy część studiów odbywają za granicą. W ubiegłym roku było ich około 40 tysięcy. Tych, którzy studiują wyłącznie za granicą trudno dokładnie policzyć.

Po pierwsze: język i matura
Agata Ciura wyjechała do Francji zaraz po maturze. Fascynacja krajem i językiem wystarczyły, aby stawić czoła przeciwnościom i dostać się na wymarzoną Sorbonę. Najpierw geografia, później zmiana na filologię romańską. – Początki były ciężkie, musiałam załatwić szereg formalności, ale nie żałuję – mówi.
Największe ambicje nie pomogą, jeśli nie znamy języka wykładowego, obowiązującego na wymarzonej uczelni zagranicznej. Jednak o ile w takich krajach jak Niemcy czy Wielka Brytania dominują niemiecki i angielski, to np. w Danii czy Szwecji zajęcia odbywają się nie tylko w językach narodowych – można znaleźć uczelnie, gdzie znajomość angielskiego wystarczy. Wiele szkół wymaga udokumentowania językowych umiejętności w postaci certyfikatów.

Czy polska matura wystarczy? Oczywiście. Należy jednak zadbać o tłumaczenie oryginału, najlepiej korzystając z usługi tłumacza przysięgłego. Jednocześnie szanse rosną, jeśli posiadamy międzynarodową maturę (International Baccalaureate), zwłaszcza starając się o indeks jakiejś renomowanej uczelni (np. Cambridge czy Sorbona).

A jeśli chcemy wyjechać na studia uzupełniające lub doktoranckie? Wtedy najczęściej działa zasada wzajemnego uznawania dyplomów i kwalifikacji zawodowych, zdobytych na legalnie działających w Unii Europejskiej uczelniach. W przypadku wątpliwości warto skontaktować się z Biurem Uznawalności Wykształcenia i Wymiany Międzynarodowej (www.buwiwm.edu.pl).

Po drugie: rekrutacja
W różnych krajach wygląda to inaczej. W Finlandii i Hiszpanii uczelnie organizują egzaminy wstępne. Ale już we Francji przyjmuje się więcej studentów, niż liczba miejsc pozwala. – Selekcja dokonuje się w trakcie pierwszego roku – mówi Agata. Z kolei na Wyspach Brytyjskich lub w Szwecji wystarczy trafić na wolne miejsca, aby zostać przyjętym. Jeśli wyjazd za granicę jest kontynuacją studiów zaczętych w Polsce, to ważną rolę odgrywa Europejski System Transferu Punktów Kredytowych (ECTS). Działa on już na wielu polskich uczelniach i pomaga w ustalaniu wyników nauki studenta na poziomie ogólnoeuropejskim. Zawsze trzeba zacząć od wypełnienia formularzy aplikacyjnych, dostępnych na stronach internetowych wybranych uczelni.

Po trzecie: pieniądze
Starając się o wyjazd na zagraniczną uczelnię w czasie podjętych już studiów w Polsce, warto zainteresować się programem Sokrates/Erasmus, pokrywającym część kosztów nauki. Na każdej polskiej uczelni można znaleźć szczegółowe informacje o warunkach uczestnictwa w programie.

Zaczynając „od zera”, wypada zapoznać się z systemem stypendialnym danego kraju i konkretnej uczelni (wybrane przykłady podajemy niżej). Niektórzy, jak Agata, próbują dorabiać między zajęciami. – Połączenie pracy i nauki jest właściwie największą trudnością – mówi. – Ale same studia są do przejścia.
Marcin Malicki ukończył już dwa kierunki w Polsce: polonistykę i kulturoznawstwo. Zaliczył także trzy semestry studiów teologicznych, obecnie zaś kontynuuje naukę w stolicy Irlandii, w Millton Institute of Theology. – Szkoła ufundowała mi także stypendium, dzięki czemu nie muszę opłacać czesnego i jeszcze trochę zostaje mi na życie. Ale muszę też dorabiać, bo życie tu jest drogie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama