Nowy numer 4/2023 Archiwum

Mścić się nie będę

Córki zabitych na kopalni Wujek podpisały apel o narodowe pojednanie. – To nie znaczy, że ja już biegnę z transparentem, że wszystkim zabójcom przebaczam, i że przed nimi klękam. Ale chcę rozmawiać – mówi Agnieszka Gzik-Pawlak, córka zastrzelonego w czwartym dniu stanu wojennego Ryszarda Gzika.

Wiele osób zastanawia się, czy intencje generała Jaruzelskiego są czyste. Czy nie próbuje on wykorzystać szlachetnych intencji pokrzywdzonych do własnych celów, na przykład żeby wybielić się w oczach społeczeństwa. Te wątpliwości nie są obce także podpisanym pod apelem. – Z generałem Jaruzelskim się nie spotkam, bo z jego strony nie było dotąd aktu żalu i pokuty – mówi Stanisław Płatek. Przypomina, że usprawiedliwienia generała, dlaczego wprowadził stan wojenny, już zna. – Nie widzę sensu słuchać tego znowu. Jeśli przyzna się do winy, mogę się z nim spotkać i podać rękę. Bo ja, podpisując apel, już przebaczyłem moim oprawcom i przestałem myśleć o zemście. Przebaczyłem awansem, bez względu na to, czy się przyznają do winy, czy nie. Tak jak nam awansem winy darował na krzyżu Bóg – mówi.

Krzywdziciele, zadośćuczyńcie
Jerzy Wartak, w przeciwieństwie do Płatka, chce z Jaruzelskim rozmawiać, przekonywać, przyprzeć do muru argumentami. Uważa, że to ma sens, nawet jeśli generał zostanie przy swoim. – Ja jeszcze nie wyciągam mojej ręki do generała Jaruzelskiego. Jestem jednak gotowy ją wyciągnąć, jeśli generał wypełni warunki porządku miłosierdzia. Te warunki to oczywiście: rachunek sumienia, żal za grzechy, wyznanie grzechów, pokuta i zadośćuczynienie – mówi Wartak.

Na czym ma polegać to zadośćuczynienie? – pyta dziennikarz „Gościa”. – Ani jednym słowem nie mogę tego sugerować. To musi wyjść od nich – mówi z przekonaniem pan Jerzy. – Byłbym gotowy rozmawiać także z zomowcami, którzy strzelali, bo jeżeli będziemy tylko z daleka obrzucać się błotem, to do niczego nie dojdziemy – dodaje.

„Apel spod krzyża” dotyczy tylko warstwy moralnej. To nie jest żaden apel, żeby sądy zaniechały ścigania morderców. – Widzę tylko jeden punkt, w którym nasz apel mógłby mieć pewien niewielki wpływ na wymiar sprawiedliwości. Jestem jednym z oskarżycieli posiłkowych w procesie zomowców. Wyobraźmy sobie, że któryś z nich zrozumiał swój błąd, że przynajmniej przyznał: „Tak, strzelałem do górników, ale nie wiem, czy moja kula zabiła”. Gdybym był przekonany o jego żalu, na pewno zaapelowałbym do sądu o niższy wymiar kary – mówi Wartak.

– A jeśli generał i zomowcy nic z tego apelu nie zrozumieją? – pytamy. Jerzy Wartak zapala się: – Nawet wtedy ta próba pojednania ma sens! Bo pokażemy młodemu pokoleniu Polaków, że można rozmawiać normalnym językiem nawet o najtrudniejszych sprawach, nawet o zabójstwie ojców i kolegów – mówi.

« 3 4 5 6 7 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy