Pamiętacie papieskie pielgrzymki do Polski? Zawsze było tak samo. Niebywały entuzjazm nieprzeliczonych tłumów, chóralne śpiewy i okrzyki na cześć Ojca Świętego. Setki tysięcy osób koczujących całą noc, wszędzie, gdzie był choć cień szansy, by następnego dnia przez chwilę go zobaczyć. I ludzie poproszeni o komentarz do słów Papieża, którzy łamiącym się głosem próbowali wykrztusić, jak bardzo są szczęśliwi, że mogli usłyszeć jego głos. I te owacje, przerywające jego wypowiedzi…
Każdy, kto choć raz znalazł się wśród tłumów oczekujących na Ojca Świętego, nigdy tego nie zapomni. Wzajemna życzliwość ludzi, poczucie bezpieczeństwa, modlitewna atmosfera, to wszystko towarzyszyło Janowi Pawło-wi II, gdziekolwiek się pojawił. Nie tylko w Polsce. Równieżw innych krajach, nawet tych, które uważamy za zeświecczone.
Każda pielgrzymka papieska przypominała mi mimowolnie baśń o królu Midasie, który czegokolwiek dotknął, zamieniał w złoto. To, co działo się w sercach pielgrzymów, trudno określić inaczej niż cud. Ludzie zmieniali się jednak bardzo tylko tam, gdzie Ojciec Święty przebywał, znacznie mniej w pozostałych częściach kraju, który odwiedzał, a w innych państwach ledwie to dostrzegano.
Papieskie umieranie, przechodzenie z jednego świata do drugiego, okazało się wielką, ogólnoświatową pielgrzymką. To, co kiedyś działo się tylko w stłoczonej grupie ludzi czekających na Papieża, teraz dokonuje się jednocześnie na całym świecie.I to w sposób zwielokrotniony.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








