Tak nie umierał jeszcze żaden papież. Dziennikarze szybko przestali mówić, że Jan Paweł II „umierał na oczach świata”. Umieranie Papieża Polaka nie było widowiskiem, chociaż odbywało się w obecności kamer, mikrofonów i tysięcy dziennikarzy. Po to, aby świat był przy nim, jak rodzina przy łożu umierającego. To była jego ostatnia katecheza.
Wielokrotnie w ostatnich latach mówił o swojej śmierci. Gdy o niej wspominał, słuchacze głośno lub tylko w swych sercach wołali „Nie!”. Potrzebowali nauki, jak mówić śmierci „Tak”.
W całym pontyfikacie Jana Pawła II nic nie jest przypadkiem. Wszystko jest znakiem. Wszystko ma znaczenie. Nie bez powodu umierał w oktawie Wielkanocy. Nie bez powodu zaczęło się w czwartek, a skończyło się po odprawieniu Mszy z Niedzieli Miłosierdzia Bożego. Ważne było każde słowo, wszystkie informacje, które z papieskiego apartamentu trafiały do mediów. Także takie, których nigdy oficjalnie nie potwierdzono.
Jan Paweł II umiał wykorzystać środki przekazu do głoszenia Ewangelii. „Nawet teraz mówimy to, co on chce” – stwierdził Jacek Pałasiński, dziennikarz TVN24.
W domu umierającego
Papież, który wcześniej zadziwił świat tym, że – jeśli zachodziła taka potrzeba – szedł do szpitala jak zwykły pacjent, tym razem stanowczo odmówił. Chciał umrzeć w domu. To znak dla świata, który spycha umieranie za szpitalne parawany.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








