Nowy numer 2/2021 Archiwum

Żałuję, że nie żałuję

Marcin Jakimowicz: Czy pamięta Ksiądz, gdy jako mały chłopiec coś poważnego przeskrobał?

Ci, którzy doświadczyli na własnej skórze owoców swego grzechu i zobaczyli, że jest on spoliczkowaniem pokornego Boga, odwracają się od grzechów. Ja często teoretycznie wiem, że zrobiłem źle, ale nie potrafię wykrzesać z siebie żalu. Nie potrafię zapłakać nad grzechem…
– Warto przypomnieć sobie żal alkoholika. On też często „nakręca się”, by uronić łzę, zmusza się do płaczu, po to, by żona zrozumiała, że żałuje. Istota żalu za grzechy nie leży w emocjach. Leży gdzieś głębiej. Dopiero po owocach widać, czy żal był prawdziwy.

Jeśli gna nas do spowiedzi, nawet bez odczuwania uczucia żalu, i wchodząc do kościoła żałujemy, że nie żałujemy, to Pan Jezus to widzi. On patrzy na nasze pragnienia. A one, jak myślę, są istotą żalu. Pragnienie złączenia się z ukochanym. Musimy pogodzić się z tym nieznośnym przeczuciem, że nie potrafimy sami wzbudzić żalu.

Katechizm pisze o żalu doskonałym i niedoskonałym…
– Tu bardzo ważne są łacińskie pojęcia. To są niesamowicie ciekawe sformułowania: contritio („żal z miłości”, czyli żal doskonały) i attritio (żal niedoskonały). Contritio można przetłumaczyć jako zmiażdżenie, skruszenie na piasek, a attritio, jako pokruszenie na duże kawałki, które można jeszcze od biedy złożyć z powrotem. Stary człowiek skruszony na spore kawały po jakimś czasie dojdzie do siebie. Jak zbrodniarz, który oberwał przy przestępstwie i leżał bez przytomności, ale później ocknął się, uciekł i znów pobiegł uprawiać swój proceder.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama