Nowy numer 43/2020 Archiwum

Pieśni postne w wykonaniu Antoniny Krzysztoń

W najnowszym „Gościu Niedzielnym” znajdziesz najpiękniejszą płytę z pieśniami wielkopostnymi, jaka ukazała się nad Wisłą. To nie była zwykła sesja nagraniowa. To było nagrywanie płyty na śmierć i życie.

Każdy szanujący się artysta nagrywa płytę kolędową. Półki sklepowe aż uginają się od podobnych krążków. Ale pieśni postne? Dramatyczna opowieść o niewyobrażalnym cierpieniu? To tematy, które większość muzyków omija szerokim łukiem.

W „Gościu” znajdziesz najpiękniejszą płytę z pieśniami wielkopostnymi, jaka ukazała się nad Wisłą. Skromną, oszczędną, prostą i niezwykle przejmującą. – Skąd pomysł tych nagrań? – zaczepiam Antoninę Krzysztoń. – Ta płyta jest bardzo mocno związana z osobą Janusza Kotarby – odpowiada popularna wokalistka. – To on przekonał mnie, bym nagrała płytę z pieśniami religijnymi. Nie byłoby też tego krążka bez siostry Bogdany, niepokalanki, która uczyła nas śpiewu w Szymanowie. Rozkochała mnie w starych pieśniach religijnych. Bardzo dotykały mnie zawsze hymny Wielkiego Postu. Nie bałam się ich. Może dlatego, że w wielu tekstach przeglądałam się jak w lustrze? Temat śmierci towarzyszył mi od najmłodszych lat. Mój tata zmarł, gdy miałam cztery latka. Był olbrzymią miłością mojego życia. Jego śmierć była dla mnie pewnego rodzaju drzwiami… Ja zresztą przez bardzo długi czas nie wierzyłam w jego śmierć. Niestety, nie wzięli mnie na pogrzeb.

Dziś uważam, że to był wielki błąd. Przez lata myślałam, że mój tata żyje, tylko siedzi gdzieś w więzieniu, ale to jest tak wstydliwe, że wszyscy boją się o tym otwarcie mówić. Długo czekałam na jego powrót. Po latach dotarło do mnie, że nie wróci. Dopiero mając lat trzydzieści, opłakałam jego stratę. Pamiętam, że przyszli do mnie znajomi muzycy. Siedzieliśmy i trochę improwizowaliśmy. W pewnym momencie zaczęłam śpiewać wokalizę. Śpiewałam i śpiewałam. Trwało to bardzo długo. Poczułam, że wtedy po raz pierwszy do końca opłakałam mojego ojca. Pamiętam, że gdy przed laty nagrywałam w krakowskim studiu „Pieśni postne”, miałam ogromne pragnienie, by przynosiły one ulgę w cierpieniu. Od początku wiedziałam, że będę nagrywała bez instrumentów. Wiedziałam, że te genialne słowa i muzyka wystarczą. Są kompletne, skończone. Po latach widzę, że podchodziłam do tych nagrań jak do pisania ikony. Skupiałam się na przekazie. To nie były pieśni, to było wyznanie – mówi.

To nie była zwykła sesja nagraniowa. To były prawdziwe rekolekcje. Wokalistka przez dwa tygodnie niczego nie jadła. Piła jedynie wodę. Nie lubi o tym opowiadać. Ale to nie forma przechwałek, to zapis stanu ducha, który towarzyszył nagrywaniu tej niezwykłej płyty. Pieśni wykonywane najczęściej w czasie Triduum, w najbardziej wstrząsającej liturgii w ciągu roku, odżyły. Opowieść o Gorzkich Żalach i słodkich gwoździach dotyka tajemnicy niewyobrażalnej miłości Boga. – Nie jestem świętą, jestem grzesznikiem – opowiada Antonina Krzysztoń. – Mam głębokie przeświadczenie wielkiej mizerii człowieka, ale widzę coraz wyraźniej, że właśnie takiego człowieka pokochał sam Bóg!

Nic dziwnego, że mottem albumu są przejmujące słowa Jezusa: „Czy rozumiecie, co wam uczyniłem?”. Album kończy pełen zachwytu paschalny okrzyk: Alleluja! Kończy się Via Crucis, a znaczy się Via Lucis. Droga Krzyża przechodzi w niedzielny poranek w Drogę Światła. „Światłość w ciemności świeci. Ciemność jej nie ogarnia” – śpiewała na innym krążku Antonina. – Te postne pieśni, choć dotykają najbardziej bolesnej sfery życia, przynoszą olbrzymią nadzieję i światło! – opowiada.

Cena Gościa Niedzielnego z płytą 4 złote
« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama