Nowy numer 21/2022 Archiwum

Dwie rocznice

Złamali przepisy, ale przecież szukali wsparcia dla swoich rodzin. To, co zdarzyło się u nas, jest obecne w tylu miejscach w Polsce. Bieda jest nie tylko u nas. A u nas jest nie tylko bieda. Takie głosy wracają w rozmowach z mieszkańcami Drzewicy.

Jadąc z Kielc czy Końskich do Warszawy, łatwo prawie niezauważenie przejechać przez Drzewicę. Ot, kolejna miejscowość na szlaku. Kierowcę zmusi do wzmożenia uwagi rynek z kościołem stojącym na wschodnim krańcu. Pasażer być może zwróci uwagę na okazałe ruiny zamku tuż przy rzece. Niby sennie i szaro. Jeśli jednak ktoś tu się zatrzyma, pospaceruje po rynku i okolicznych ulicach, zmieni zdanie. Sklepy i sklepiki, szkoły, urzędy, firmy, warsztaty, biura, bary. Tu wre życie małej społeczności, zmagającej się z codziennością, która ich nie rozpieszcza.

Zanim upadł „Gerlach”
– Gdy był tu „Gerlach”, było inaczej – mówią starsi mieszkańcy. „Gerlach” był wielką firmą produkującą nakrycia stołowe. Jej początki sięgają 1760 r. Nazwa związała się z Samuelem Gerlachem, który rozwinął tu działalność gospodarczą w pierwszej połowie XIX wieku. W sekretariacie „Gerlacha” pracowała Anna Reszelewska, dziś emerytowana nauczycielka, założycielka Towarzystwa Przyjaciół Drzewicy. – Ten zakład stanowił o Drzewicy i regionie. Pracowało w nim 5 tys. ludzi, podczas gdy w Drzewicy mieszkało niespełna 4 tys. Miasto i okolica stały na „Gerlachu”, wszystko było pod jego skrzydłami. Zakład zapewniał kolonie, wczasy, sponsorował sport. Gdy upadł, ludzie się pogubili. Zaczął się czas powolnego i często bolesnego budowania niemal wszystkiego od nowa – mówi Anna Reszelewska. W tym budowaniu wiele już się udało. – Jesteśmy dumni z tego, że w naszej gminie wszystkie drogi są asfaltowe. To i inne osiągnięcia stawiają nas w czołówce województwa łódzkiego – mówią z dumą pracownicy Urzędu Miasta i Gminy. Obszarów biedy nie brakuje, jednak nie ona dominuje. – Boli nas to, że właśnie bieda stała się zasadniczym obrazem pokazywanym w mediach po wypadku pod Nowym Miastem – mówią mieszkańcy. Chętnie wypowiadają się, ale nie chcą się przedstawić. – Zmęczyła nas, a teraz wręcz denerwuje obecność wścibskich dziennikarzy – wyjaśniają.

Miasto prymasa
Drzewica swymi początkami sięga XIII wieku. Wtedy Konrad II Mazowiecki nadał miejscowość komesowi Gosławowi. Jego potomkowie, ród Drzewickich herbu Ciołek, byli właścicielami Drzewicy przez ponad 500 lat. Równie stara jest tutejsza świątynia. Przez wieki przechodziła odbudowy i renowacje. Swój dzisiejszy kształt zawdzięcza przebudowie z początku XX w. – Z naszego miasta pochodził Maciej Drzewicki, arcybiskup gnieźnieński i prymas Polski. To on na początku XVI w. zbudował tu zamek. Przez pewien czas, aż do pożaru w XIX w., był on klasztorem benedyktynek, które potem zamieszkały w Świętej Katarzynie w Górach Świętokrzyskich – mówi z dumą Anna Reszelewska. – Nasze miasto ma przebogatą historię. A ludzie to wspaniali obywatele. Pracowici, zatroskani o swe rodziny i najbliższych. U nas w czasie urlopu nie leci się na Cypr. Urlop to czas, gdy koło domu trzeba zrobić konieczne prace i remonty. To też czas, gdy można dorobić parę groszy, by żyło się lepiej. Ludzie wręcz garną się do roboty. Gdy w lasach pojawią się grzyby, ludzie ruszają, by je zbierać. W domach robią marynaty, a resztę odstawiają do skupu. Nie z zachłanności, ale z pracowitości. Są przekonani, że to dobro, którego nie wolno zmarnować – dodaje.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama