Nowy numer 15/2020 Archiwum

Wielkie przecieki

To media stworzyły przecieki, a one nadały im nieznaną wcześniej siłę. Ubiegłe stulecie zapoczątkowało czas wielkich przecieków, które nieraz wstrząsały światem.

„Głębokie gardło”
Przez wiele lat cykl publikacji na temat afery Watergate dziennikarzy „Washington Post”, Boba Woodwarda i Carla Bernsteina, uchodził za wzór niezależnego dziennikarstwa śledczego. Niedawno okazało się, że za ich publikacjami stał William Mark Felt – wicedyrektor FBI, prowadzący dochodzenie w tej sprawie. Aferę, która kosztowała Nixona prezydenturę, wywołali jego nadgorliwi współpracownicy. W okresie kampanii prezydenckiej w czerwcu 1972 r. próbowali nocą nieudolnie założyć podsłuch w kompleksie Watergate w Waszyngtonie, gdzie mieściła się główna kwatera sztabu wyborczego demokratów. Na miejscu zatrzymano pięć osób. Wśród nich był m.in. James McCord, pracownik Komitetu Reelekcji Prezydenta Nixona.

Wiadomo było, że ma kontakty z ludźmi z najbliższego otoczenia prezydenta, co wzbudziło pierwsze pytania i wątpliwości. Nikt jednak nie przedstawił żadnych dowodów, a opinii publicznej do głowy nie przyszło, aby sądzić, że za włamaniem może stać urzędujący prezydent USA. Nixon, który o działaniach swych współpracowników początkowo nie wiedział, wybory wygrał i sprawa przyschnęłaby, gdyby nie cykl publikacji w „Washington Post”. Dziennikarze stopniowo odsłaniali kulisy uwikłania ludzi z najbliższego otoczenia prezydenta w kryminalne działania. W efekcie została powołana specjalna komisja senacka, prowadząca dochodzenie w tej sprawie. Transmisje telewizyjne z prac komisji spowodowały, że cała Ameryka dowiedziała się o wszystkich szczegółach afery, a także o mataczeniu samego Nixona. W końcu nie miał on innego wyjścia, jak w sierpniu 1974 r. podać się do dymisji.

W publikacjach Woodwarda i Bernsteina Felt funkcjonował jako bezimienny informator z kręgu administracji pod dwuznacznym, gdyż był to tytuł znanego wówczas filmu porno, pseudonimem „Deep Throat” (Głębokie gardło). Motywy Felta były złożone. Z pewnością był zaszokowany działaniami otoczenia Nixona, które niszczyły amerykańską demokrację. Z dziennikarzami spotykał się incognito w podziemnym garażu hotelowym, stopniowo naprowadzając ich na nowe tropy. Nie bez znaczenia były także motywy osobiste. Felt liczył na to, że po śmierci w 1972 r. Johna Edgara Hoovera, wieloletniego dyrektora FBI, on zajmie jego fotel. Administracja Nixona wskazała jednak na Louisa Patricka Graya III, który starał się zatuszować aferę Watergate. Informując dziennikarzy „Washigton Post” o ustaleniach śledztwa, które nadzorował, Felt bronił demokracji, a zarazem podkładał nogę zwycięskiemu rywalowi z FBI, łącząc przyjemne z pożytecznym. Rola Felta w całej sprawie została ujawniona dopiero w 2005 r., na trzy lata przed jego śmiercią.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji