Nowy numer 3/2021 Archiwum

Gdy myślę: Polska, czuję się szczęśliwy

Brazylijski koszykarz i emeryci z Pomorza; nauczyciel z RPA i przedszkolaki spod Krakowa – wszyscy oni niemal jednocześnie odwiedzili grób Marii i Lecha Kaczyńskich.

Idziemy do krypty pod Wieżą Srebrnych Dzwonów przez główne wejście do katedry. Kolejka nie jest wielka, a wstęp darmowy. – Czasem można wejść od razu, czasem trzeba poczekać kilkanaście minut – mówi młody mężczyzna z obsługi. Krypta z grobowcem pary prezydenckiej jest pełna ludzi. Widzimy teraz, że da się do niej wejść także bocznym wejściem, prawie bez kolejki. – Proszę się nie zatrzymywać, proszę nie fotografować! – mówi katedralny strażnik. Ludzie mimo to pstrykają, ale sprawnie przechodzą obok sarkofagu z miodowego alabastru.

Z Rio i z Mińska
Przy wyjściu spotykamy Erika Coetzera. – Przyjechałem z Afryki Południowej – mówi wysoki mężczyzna około sześćdziesiątki. Nie do wiary – chłop wyjechał z RPA, gdy ludzie z całego świata ciągną tam na futbolowy mundial! – Ja tam wolę rugby – uśmiecha się Erik. Jak na afrykanera, całkiem nieźle orientuje się w polskich sprawach. – Wiem, że prezydent był jednym z braci bliźniaków. Zginął, lecąc do Rosji. Pogoda była zła, nie powinni byli lądować. Ale to było ważne, żeby wylądować i uczcić polskich oficerów, którzy zostali tam zabici – mówi Erik. Ciekawe, czy wie, kiedy to było i kto to zrobił? – To było chyba w 1941 roku. Zrobili to Rosjanie. Ale dopiero od czasu glasnosti można o tym mówić – odpowiada gość z RPA. No, no, nieźle! Pomylił się w dacie, ale tylko o rok! Trudno mieć mu to za złe, zwłaszcza że ja nie znam żadnej ważnej daty z historii jego kraju. Może trafiłem na eksperta od spraw międzynarodowych? Albo historyka? – Nie, jestem nauczycielem, ale fizyki i chemii – uśmiecha się Erik.

Żegnam się z bladolicym mieszkańcem Afryki, by zagadnąć czarnoskórego dwumetrowca z wielkim afro na głowie. – Jestem Andre Coimbra. Pochodzę z Brazylii, ale mieszkam teraz w USA. Gram w koszykówkę w drużynie Central Michigan University – mówi wyluzowany gość w ciemnych okularach. – Prezydent Kaczyński? Zginął w katastrofie lotniczej w Rosji. Nie wiem dokładnie, jak to było, ale kiedy patrzyłem w krypcie na twarze ludzi, to widziałem, że byli smutni – dodaje chłopak rodem z Rio de Janeiro.
Chwilę przed nim kryptę odwiedził młody Białorusin z Mińska Konstantin Kaćko. – Wiem, kim był prezydent Kaczyński i co się z nim stało. To źle dla Polski. Nie był najpopularniejszym politykiem, ale to była jednak tragedia narodowa – podkreśla Konstantin.

I Szmajdzińskiego szkoda
Oczywiście, większość odwiedzających kryptę pod wieżą Srebrnych Dzwonów to Polacy. – Pamiętam, że jak dowiedziałam się o katastrofie, robiłam właśnie śniadanie. Mąż mnie zawołał i powiedział: „Nie uwierzysz, co się stało!”. I rzeczywiście nie mogłam w to uwierzyć. To był wielki człowiek, bronił tego kraju. Nie bardzo wierzę, że to był nieszczęśliwy wypadek – mówi Teresa z Dąbrowy Górniczej. – My też od początku nie wierzyliśmy, że to był tylko wypadek – dodają Danuta i Leszek Kuszelewiczowie ze Szczecina. – Cierpimy, widząc, jak nasze dzieci są kształtowane przez TVN czy Polsat. Ojczyzna, wiara, rodzina – to najważniejsze wartości.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama