Nowy numer 49/2020 Archiwum

Siłaczka 2010

Dzieci z dwóch beskidzkich przysiółków mają szkoły, jakich mogą im pozazdrościć rówieśnicy z dużych miast. – Żyjemy w kraju, w którym można realizować edukacyjne marzenia. I warto z tego korzystać – mówi ich dyrektor Marcin Sawicki.

Lepiej niż w Niemczech
Jednym z tych pomysłów jest organizowanie zjazdów dla ponad 30 homeschoolersów, czyli dzieci, których edukacja odbywa się nie w szkole, a w domu. Nauczycielem bywa któreś z rodziców albo wynajęty przez nich zawodowy pedagog. Homeschoolersi przyjeżdżają do Sawickich z całymi rodzinami. Zdają tam egzaminy, potwierdzające, że naprawdę się uczą. Korzystają z pedagogicznych warsztatów. Wszystko dlatego, że zgodnie z prawem, homeschoolersi formalnie muszą być zapisani do jakiejś szkoły. Do niedawna musiała to być szkoła rejonowa w ich miejscu zamieszkania, ale od roku obowiązuje prawo, zgodnie z którym może to być jakakolwiek szkoła, choćby na drugim końcu Polski. W ten sposób pod beskidzką szkołę Sawickich podpięci są np. homeschoolersi z Gdyni. Homeschooling, dość popularny w USA, w niektórych krajach, np. w Niemczech, jest urzędowo zwalczany. Znane są przypadki odbierania tam rodzicom dzieci pod kuriozalnym zarzutem, że nie dbają o ich wykształcenie. W Polsce na szczęście tak nie jest. Polskie prawo daje też dużą swobodę w prowadzeniu szkół niepublicznych – takich jak te kierowane przez Sawickich.

Nie takie znowu Siłaczki
– Żyjemy w kraju, w którym można realizować edukacyjne marzenia. Warto z tego korzystać – uważa Marcin Sawicki. Podkreśla, że żaden z jego oświatowych pomysłów nie upadł z powodu barier biurokratycznych. – Tajemnica dobrej edukacji tkwi w ludziach, a nie w systemie – dodaje. Ci ludzie to także pedagodzy pochodzący z Beskidów, tacy jak Monika Majewska – młoda nauczycielka rodem z Korbielowa. Studiowała w Krakowie pedagogikę. Dziś pracuje u Sawickich w Krzyżówkach. Jakie było jej zdumienie, gdy wśród gości, chcących poznać metodę Montessori, Monika rozpoznała wykładowczynię, u której jeszcze niedawno zdawała egzamin. Sawickim, a także Barańczukom udało się dobrze znaleźć w nowym środowisku. Ich życie nie przypomina tragicznego losu Siłaczki z noweli Żeromskiego. To szczęśliwe życiem rodziny, żyjące może niebogato, ale i nie w biedzie. Mają w sobie coś, co sprawia, że ludzie do nich lgną.. Rodzi się pytanie: czy to jedyni ludzie w Polsce, obdarzeni taką Bożą iskrą? Za odpowiedź niech posłuży opis scenki, podpatrzonej w szkole w Koszarawie Bystrej: kończy się właśnie lekcja dla klasy V, której jedynymi uczniami są Justyna i Łukasz. Marcin Sawicki tłumaczy im, kim byli pozytywiści. – To byli ludzie, którzy patrzyli wokół siebie i pytali, co można zrobić i jak to osiągnąć – podsumowuje i dodaje: – Zastanówcie się, jak wy moglibyście być pozytywistami.

Strona internetowa Oli i Marcina Sawickich: www.usawickich.pl. Strona internetowa Karoliny i Miłosza Barańczuków: www.mk.turystyka.pl

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama