Nowy numer 48/2020 Archiwum

Siłaczka 2010

Dzieci z dwóch beskidzkich przysiółków mają szkoły, jakich mogą im pozazdrościć rówieśnicy z dużych miast. – Żyjemy w kraju, w którym można realizować edukacyjne marzenia. I warto z tego korzystać – mówi ich dyrektor Marcin Sawicki.

Jej słowa potwierdza wójt Koszarawy Władysław Puda. – Dzieci, które trafiają do gimnazjum ze szkół państwa Sawickich, mają wyniki powyżej średniej – twierdzi wójt Koszarawy. Z uznaniem o Sawickich mówi także wójt z Jeleśni Władysław Mizia. – To są ludzie, którzy wkładają w szkołę serce – podkreśla.
Zadowoleni są także mieszkańcy Krzyżówek i Koszarawy Bystrej. – To dobra szkoła, skarg na nią nie słyszałam – mówi Henryka Kamińska z Koszarawy Bystrej. – I takie nowoczesne metody stosują – dodaje Anna Mędrala, która prowadzi w tej wsi sklepik. Metody są nowoczesne, ale przekazywane treści są jak najbardziej tradycyjne. Chodzi o katolicką wiarę, wartości moralne, ale nie tylko.
Szkoła w Koszarawie Bystrej stała się miejscem odrodzenia góralskich tradycji. Duża w tym zasługa Karoliny i Miłosza Barańczuków. To małżeństwo młodych poznaniaków, którzy przeprowadzili się do mieszkania Sawickich w szkole w Bystrej, po tym jak Sawiccy sprzedali mieszkanie w Warszawie i kupili nieużywany budynek szkolny w beskidzkiej Krzyżowej. Zamieszkali w nim i jednocześnie zaczęli rozkręcać drugą szkołę w Krzyżówkach. Karolina odkryła, że mali górale są niesamowicie zdolni muzycznie. – W Poznaniu przygotowałam do egzaminów do liceum muzycznego kilkadziesięcioro dzieci.

Ale tak zdolnych uczniów jak w Bystrej nie miałam – podkreśla nauczycielka. Dzieci z Beskidów odwiedziły z nią m.in. poznańską operę. Były też wyjazdy do Krakowa, do teatrów i filharmonii.
Świetnie udało się tegoroczne przedstawienie misterium paschalnego. Dobrym aniołem przedsięwzięcia okazał się miejscowy proboszcz – franciszkanin o. Anioł. Dzięki niemu – rzecz bez precedensu – w przedstawieniu udział wzięły nie tylko dzieci, ale także ich rodzice, 10 ojców i 4 mamy. – Karolina przyjechała z Poznania, a uczy małych górali tańców góralskich – cieszy się Ola Sawicka. – Okazało się, że nikt tu nie miał tradycyjnych strojów góralskich. Więc kupiliśmy na Allegro parę spódnic, uszyłam dziewczynom gorsety – wspomina Karolina. W takich strojach dzieci z Bystrej występowały w pełnych tańców jasełkach. Były one wystawiane także w Warszawie i Poznaniu – zawsze z owacjami. Zebrane przy okazji pieniądze pozwoliły na sfinansowanie tych wyjazdów-wycieczek. Bo idee ideami, ale trzeba mieć pieniądze, żeby je realizować. Dotyczy to także Sawickich. Ich szkoły muszą na siebie zarobić, a i dziewięcioosobowa rodzina musi mieć co do garnka włożyć. Środki na utrzymanie ich szkół pochodzą w części z subwencji oświatowej. Sawiccy zarabiają także na wynajmie pokoi gościnnych, w których organizowane są rekolekcje, warsztaty czy zielone szkoły. – Dostaliśmy też trochę dotacji z Unii Europejskiej, np. na warsztaty ceramiczne itp. Ale właściwie to wolimy sami znaleźć pomysł na zarobienie pieniędzy i go zrealizować – mówi Ola.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama