Nowy numer 04/2020 Archiwum

Obudził się we mnie lew!

Ryzykując życie, ugasił pożar w domu. Uratował rodzinę, ale został ciężko poparzony. W Wigilię znów poprowadził główne wydanie "Wiadomości". O tym, kiedy w mężczyźnie rodzi się lew, z Krzysztofem Ziemcem rozmawia Maciej Gajek*.

Teraz będzie łatwiej, bo masz swoją legendę. Ziemiec to bohater, uratował rodzinę, o mało nie zginął. Udało Ci się to medialnie rozegrać.
– Nie stawiaj pytania w ten sposób, bo nigdy niczego nie rozgrywałem. Kiedy wydarzał się wybuch w kopalni, byłem zapraszany do mediów jako ten, który sam coś takiego przeżył. Potem już nie chciałem o tym mówić. Moja żona powiedziała: powinieneś pójść, bo twoje słowa mogą komuś pomóc. Kilka miesięcy później miałem operację. Chirurg w pierwszych słowach podziękował za moje występy medialne. „One bardzo pomogły nam wszystkim. Gdyby najbardziej nawet medialny lekarz powiedział to samo – ludzie by mu nie uwierzyli. Panu wierzą”.

Zostałeś mianowany Kamilem Durczokiem poparzonych.
– Ja walczyłem o powrót do normalnego życia. On walczył o życie.

Czy, podobnie jak Durczok, zamierzasz napisać książkę?
– Coś tam piszę. Ale nie wiem, co z tego będzie.

W Wigilię po raz pierwszy od kilku lat prowadziłeś „Wiadomości”. Miałeś bardzo wysoką oglądalność. Ludzie włączyli telewizję, żeby zobaczyć żywego Ziemca.
– Czysta ludzka ciekawość. Dopiero z tym się oswajam. Okres ochronny się skończy, za miesiąc będę oceniany za pracę, a nie za to, że żyję. Po wydaniu wigilijnym dostałem kilkadziesiąt SMS-ów. W jednym ktoś napisał: „Dałeś nadzieję milionom ludzi”. Niech to będzie prawda wobec jednej tylko osoby… Fajnie jest dawać nadzieję.

Twoi koledzy mówią: Krzysiek zawsze był wierzący, ale dopiero teraz zaczął to okazywać. A kiedy poszedłeś na spotkanie dziennikarzy Telewizji Puls podziękować za zbiórkę pieniędzy, przede wszystkim poprosiłeś o modlitwę.
– Jeśli emerytka powie, że wiele w życiu zawdzięcza modlitwie, to powiedzą, że stara babcia bredzi. A jeśli powie to człowiek młody, pracujący w telewizji… Przyszedł czas, żeby głośno o tym mówić.

Facet, który prowadzi główne wydanie najpopularniejszego serwisu informacyjnego w tym kraju, mówi: wyzdrowiałem, bo dzieci się za mnie modliły… Chłopie, wyśmieją Cię!
– Ryszard Bugajski w jakimś wywiadzie radiowym powiedział niedawno, że jest za stary, żeby się wstydzić wiary. Przed 40. rokiem życia wiara trochę uwiera, trudno się tym tak chwalić jak na przykład miłosnymi podbojami. Dorosłem, żeby mówić o tym głośno. W szpitalu było bardzo źle. Żmudna walka z bakteriami, gorączki nie mógł zbić żaden antybiotyk. Nie było pewne, czy przeżyję, czy umrę na coś w rodzaju sepsy. Pielęgniarka spytała moją żonę, czy znamy kogoś, kto ma w domu flakonik z wodą z Lourdes. Flakonik się znalazł. Żona zaczęła mnie poić, po kilka łyżek dziennie. I nagle gorączka spadła, bakterie zniknęły. Nabrałem sił i zacząłem rehabilitację. Może to przypadek. A może nie.
« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama