Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Sybirak na ochotnika

Ten bohater nigdy nie zaistniał w historycznej pamięci Polaków. Pewnie dlatego, że był księdzem, a jego bohaterstwo wiązało się z wywózkami na Wschód.

Ksiądz z siekierą
Między Polaków wywożonych na Wschód udało mu się wmieszać 18 czerwca. Przed załadunkiem do wagonów funkcjonariusz NKWD zażądał jednak dokumentów. Gdy ks. Tadeusz powiedział, że nie ma, enkawudzista rzucił: „Dawaj, spiszem!”. Ksiądz podał nazwisko „Jackowski”, bo jego przodkowie nazywali się: Fedorowicze-Jackowscy. „Podałem swoje imię, wykształcenie prawnicze, powiedziałem, że jestem z Krakowa z ulicy Kopernika, zmyśliłem jakiś tam numer. Blagą był tylko Kraków i ulica Kopernika. Poza tym wszystko było prawdziwe, oprócz tego, że nie powiedziałem, że jestem księdzem” – pisał we wspomnieniach.

Początkowo trafił do Republiki Maryjskiej, po europejskiej stronie Uralu. Akurat tam wywiezionych Polaków i Żydów traktowano w miarę dobrze. Zresztą, ponieważ ks. Fedorowicz pojechał dobrowolnie, do wszystkiego podchodził pozytywnie. Zachwycał się krystalicznie czystą wodą, którą pił w trakcie kąpieli w rzece. Tak polubił swoją fizyczną pracę drwala, że przełożeni zaliczyli go do najlepszych robotników i przyznali mu wysoki limit półtora kilograma chleba na dzień. Jednak ten dobry robotnik ukrywał przed Sowietami, że odprawia też dla zaufanych Polaków Msze św. w dolince ze zwalonymi sosnami, które służyły jako ławki. Z czasem udało mu się też odwiedzić Polaków z sąsiedniego obozu, a później oni sami ukradkiem przychodzili do niego. Spowiadał ich, chodząc po lesie.

W końcu miejscowi milicjanci dowiedzieli się, że wśród Polaków jest ksiądz. Ks. Fedorowicz trafił jednak na przesłuchanie jako podejrzany o zorganizowanie w baraku modlitwy… żydowskiej. Jako jedyny Polak mieszkał bowiem w baraku Żydów. Z czasem milicja wiedziała coraz więcej. Dwa razy ktoś już szedł przez las ku dolince, gdzie trwała Msza. Raz był to milicjant Wasjanin. Pięciu małych chłopców, którzy stali na czatach, wykrzykiwało wtedy hasło: „O, jaki wielki czarny grzyb!!!”, a uczestnicy Mszy szybko rozchodzili się z zabranymi dla kamuflażu koszykami na grzyby i jagody.

Nauka chińskich gór
W ten sposób ks. Fedorowicz doczekał wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej, a później utworzenia w ZSRR polskiej armii Andersa. Został w niej kapelanem w randze kapitana. Wkrótce armia wyprawiła go do Kazachstanu, żeby odwiedzał wywiezione tam rodziny żołnierzy. W ten sposób dotarł aż nad chińską granicę. Odczuł, co znaczy temperatura minus 50 stopni Celsjusza. Przygotował w Kazachstanie do Pierwszej Komunii św. setki polskich dzieci. A także Rosjan i Niemców Wołżańskich, których Sowieci też wywieźli do Kazachstanu. Dla wielu było wielkim wzruszeniem znów zobaczyć księdza po dwudziestu latach przymusowej ateizacji.

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama