Nowy numer 42/2019 Archiwum

Byłem człowiekiem Castro

Fidel kładł rękę na moim ramieniu i powtarzał, że jestem trzecim po nim i Raulu przywódcą rewolucji – mówi „Gościowi” Huber Matos. – Krótko po tym zostałem skazany na 20 lat tortur w więzieniu. Przez samego Castro.

Hawana, styczeń 1959 r. Fidel i Raul Castro, Ernesto Che Guevara, Huber Matos i inni rewolucjoniści wjeżdżają triumfalnie do stolicy Kuby. Witają ich rozentuzjazmowane tłumy, szczęśliwe z powodu obalenia reżimu Fulgencia Batisty. Nikt nawet nie podejrzewa, że właśnie rozpoczyna się era nowej dyktatury. Nie o taką Kubę walczyłem – stwierdza Matos, kiedy zaczyna się seria rozstrzeliwań przeciwników politycznych. Odmawia udziału w rządzie tworzonym przez Fidela Castro. Kilka miesięcy później znajduje się już w więzieniu. Wyjdzie dopiero po 20 latach. Z 17 połamanymi żebrami, pokłutymi genitaliami, zdartą w połowie skórą i czarnymi od wdychania spalin płucami.

Z uniwerku do okopów
El profesor i el comandante. Wykładowca akademicki z zawodu, rewolucjonista z wyboru. – Rówieśnik niepodległej Polski – mówi żartobliwie o sobie. Mimo 91 lat, ciągle zachowuje jasność myśli. Dożył sędziwego wieku, choć po wyjściu z więzienia (w 1979 r.) lekarze dawali mu zaledwie pół roku życia. Wycieńczony trwającymi dwie dekady torturami, tydzień przed opuszczeniem więziennych murów został dodatkowo pobity do nieprzytomności. Na pożegnanie.

Spotykamy się w Warszawie, w siedzibie Fundacji Wolność i Demokracja, która zaprosiła Matosa i kilku innych kubańskich działaczy demokratycznych do Polski. Na ścianie duży plakat Che Guevary, z dwiema krzyżującymi się kośćmi oraz ironicznym napisem „Prawie jak w raju”. Mimo krytycznego wobec bożyszcza europejskiej lewicy wydźwięku plakatu, kubańscy goście wzdragają się na samą myśl, że mogą znaleźć się na zdjęciu ze zbrodniarzem. – To tak jakby Niemca poprosić o zdjęcie z portretem Hitlera w tle – mówią.

Matos: – 10 marca 1952 r. reżim Batisty rozpoczął czas okropnych represji na Kubie. Zdałem sobie wówczas sprawę, że nie mogę dalej być nauczycielem. Generał Batista w 3 miesiące po wyborach stwierdził, że wolnych wyborów już więcej nie będzie, bo to on jest władcą i nie będzie słuchał ludu. Zrozumiałem, że w takim układzie moim pierwszym zadaniem nie jest prowadzenie zajęć, tylko przejście do walki. W moim miasteczku, razem ze studentami, rozpocząłem protesty. Po 10 dniach byłem już konspiratorem, działałem z ludźmi z Hawany. Wtedy poznałem w górach Fidela Castro.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie jako events programmer, odpowiedzialny m.in. za organizację festiwalu filmowego „Across the borders" i współpracę z brytyjskimi instytucjami kulturalnymi. W „Gościu" od 2006 r. Autor wywiadu rzeki z ks. Henrykiem Bolczykiem „Mocowałem się z Bogiem", wywiadu rzeki z ks. Markiem Dziewieckim „Psycholog w konfesjonale" oraz współautor zbioru reportaży z Bliskiego Wschodu „W drogę ze św. Pawłem". Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Syrii, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi, Wielkiej Brytanii i innych. Publikował m.in. w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus"), „Cywilizacji", Onet.pl. Jest również założycielem i właścicielem Wydawnictwa Niecałe (wydaje szeroko rozumianą literaturę faktu). Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, życiem Kościoła i teologią, a także fotografią, filmem, turystyką i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych, Francji, Wielkiej Brytanii i Bałkanów, a także związane z życiem Kościoła na świecie i nową ewangelizacją.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji