Nowy numer 42/2019 Archiwum

Grzech zaniedbania

Światopoglądowa wojna wydana chrześcijaństwu może zakończyć się laicyzacją państwa. Tak stało się we Francji na początku XX wieku. By do tego nie dopuścić, musimy wypracować nową strategię obecności Kościoła w sferze publicznej.

Historia lubi się powtarzać...
...choć różni się szczegółami, okolicznościami i klimatem. W Polsce – jak niedawno pisał Bogumił Łoziński na łamach „Gościa” – toczy się kolejna odsłona tej batalii, której istotą jest wojna wydana chrześcijaństwu i wartościom, które ono ze sobą niesie. Jakie będą jej wyniki? Czy w przyszłości ktoś będzie mógł przechwalać się tak jak minister Viviani? Odrzucam samosprawdzającą się hipotezę – nie jesteśmy skazani na laicyzację. Także dlatego, że bardzo wiele hipotez już okazało się fałszywych – w Polsce nie nastąpiła gwałtowna sekularyzacja, jak zapowiadali liczni specjaliści, polscy katolicy mogą słusznie szczycić się swoim Kościołem – dynamicznym, w którym są powołania i prowadzi się liczne dzieła charytatywne, edukacyjne i kulturalne. Tak jak francuscy katolicy z końca XIX wieku możemy mieć wiele powodów do satysfakcji. Nie bez podstaw możemy uznać, że jesteśmy silni, że wystarczą stare, wypróbowane metody, no może trzeba wprowadzić jakieś zmiany, ale generalnie wszystko jest OK.

Obawiam się jednak, że w dzisiejszej sytuacji, gdy w Polsce działają świetnie zorganizowane środowiska, które realizują dobrze przetestowane na Zachodzie schematy i podejmują akcje, mające całkowicie zmienić paradygmat naszej cywilizacji, rugując z niego chrześcijaństwo, to po prostu o wiele za mało. W nowych, w pewien sposób znacznie trudniejszych niż za czasów PRL warunkach nie wystarczą niewielkie ulepszenia, a całkowita zmiana strategii, w którą zaangażują się nie tylko duchowni i świeckie elity, ale najszersze kręgi społeczne. Jak dotrzeć do tych zwykłych ludzi, podobnych do XIX-wiecznych Francuzów, którzy odchodzili od Kościoła? Jak ich przekonać, że tylko chrześcijańska wizja człowieka uchroni ich samych, ich rodziny i całe społeczeństwo przed destrukcją, gdy jedyną „świętością” będzie respektowanie własnego egoizmu?

Czy umiemy przekonać miliony Polaków, że obrona nienarodzonych i najsłabszych nie jest „ideologiczną mrzonką katoli”, a leży w interesie każdego, gdyż zaczyna i kończy życie jako słaba i bezradna istota? Czy potrafimy dostrzec żyjących obok nas 5 milionów singli, ich tęsknoty, lęki, problemy z szukaniem swojego miejsca w hierarchii społecznej i spłatą zaciągniętych kredytów? Czy potrafimy wreszcie wykazać, dlaczego rozwiązania Kościoła są dobre dla wszystkich, niezależnie od ich światopoglądu, i przemówić językiem niekonfesyjnym? A jeżeli sprawy będą tego wymagać – czy potrafimy podjąć masowe akcje, by zamanifestować nasze przywiązanie do wartości lub w ich obronie?

Oddajemy walkowerem
Jestem dziennikarką KAI i codziennie czytam dziesiątki informacji o tym, co dzieje się w naszym Kościele. Jest on naprawdę żywotny, owocuje setkami i tysiącami inicjatyw – modlitewnych, charytatywnych, edukacyjnych i kulturalnych. Angażują się w te dzieła dziesiątki, setki tysięcy katolików, których wiara inspiruje do podejmowania ważnych, nieraz trudnych spraw społecznych – opiekują się ludźmi ubogimi i starymi, organizują świetlice i wczasy dla dzieci, podejmują się zadań, których nikt nie chce wykonać. A przy tym się modlą. Należą do około 300 stowarzyszeń i ruchów, często bardzo licznych. Jednak ich bardzo cenna aktywność nie przekłada się na szersze działania społeczne. Jakiś tajemniczy paraliż, może brak doświadczeń i przyzwyczajeń powoduje, że ci katolicy są nieobecni w przestrzeni społecznej.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL