Nowy numer 31/2020 Archiwum

Ostatni samuraj

Europa czeka, kiedy prezydent Czech Vaclav Klaus podpisze traktat lizboński. On zaś stawia warunki.

Klaus przeszedł długą ewolucję w swych poglądach na Unię. Na początku lat 90. był jej zagorzałym entuzjastą. Przekonywał rodaków, że tylko integracja europejska umożliwi szybką modernizację kraju. Później długo brylował na unijnych salonach, jako jedyny „Europejczyk” z Europy Środkowej.

Wróg Lizbony
Przeciwnikiem Unii prezydent Klaus stał się dopiero, gdy przeczytał traktat lizboński. Zapewne jako jeden z nielicznych, którzy o jego losach decydowali. Uznał, i słusznie, że jest to projekt, który zaprzecza ideałom stanowiącym niegdyś fundament europejskiej wspólnoty. Zamiast wolnego związku równych i solidarnych państw, promuje się model euromolocha, przejmującego coraz więcej uprawnień państw narodowych. Dostrzegł w nowej Unii niekontrolowane przez nikogo i nieposiadające żadnego mandatu społecznego rządy biurokratów brukselskich, socjalistyczną nowomowę, wreszcie dyktat europejskich sądów. Dlatego twardo pytał, jakie znaczenie mieć będzie prawo stanowione w Czechach, skoro i tak na coraz większych obszarach obowiązywać będzie zwierzchność prawa unijnego. Wyciągał z tego logiczne wnioski, że świeżo odzyskana suwerenność czeskiego państwa będzie ograniczana przez podległość brukselskim instytucjom. Pytał, dlaczego tylko Irlandczycy mieli prawo w referendum wyrazić swoją opinię na temat traktatu, skoro europejscy politycy mają pełną gębę frazesów o demokracji. Wreszcie mówił o tym, co faktycznie z traktatu lizbońskiego wynika, a mianowicie, że osłabia on pozycję krajów mniejszych, kosztem większych i silniejszych, przede wszystkim Francji i Niemiec.

Problem niemiecki
Na koniec Klaus odwołał się do kwestii fundamentalnej dla każdego Czecha, a mianowicie gwarancji dla własności przejętej po sudeckich Niemcach w 1945 r., w wyniku tzw. dekretów prezydenta Eduarda Benesza. Uznał, jak to wcześniej uczynił prezydent Lech Kaczyński, że zapisy Karty Praw Podstawowych mogą być wykorzystane w europejskich sądach przy rozstrzyganiu niemieckich pozwów majątkowych. Chodzi o zapisy zakazujące wypędzania i wywłaszczeń, a także dyskryminacji i praw człowieka. Na takiej interpretacji Karty Praw Podstawowych oraz precedensowego orzeczenia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie własności Greków wypędzonych w 1974 r. z tureckiej części Cypru opierają się kalkulacje niektórych środowisk ziomkowskich. Do tej pory przegrywali w sądach czeskich oraz przed Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu. Nie wiadomo jednak, jakie orzecznictwo będzie się kształtowało, gdy Karta wejdzie w życie. Dlatego 9 października Klaus zażądał od Unii gwarancji, że zapisy Karty Praw Podstawowych nie będą w Czechach obowiązywać, podobnie jak wcześniej zapewniły to sobie Polska i Wielka Brytania.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się