Nowy numer 32/2020 Archiwum

Mnożenie przez odejmowanie?

Rząd planował, że prawie wszystkie duże domy dziecka wkrótce znikną, a w to miejsce pojawią się rodzinne domy dziecka i zawodowe rodziny zastępcze. Raport NIK-u alarmuje: rodzin zastępczych ubywa, a nie przybywa. Szacuje się, że brakuje ich aż 5 tysięcy!

Plany rządu były ambitne. Ponad rok temu przyjęto założenia do ustawy o pieczy zastępczej, która miałaby doprowadzić do stopniowego wygaszania zdecydowanej większości dużych domów dziecka. Zakładano, że już od przyszłego roku, czyli 2010, nie wolno byłoby umieszczać w domach dziecka dzieci poniżej 7. roku życia, a od roku 2015 – poniżej 10. roku. Później jednak, w ramach budżetowych oszczędności, ustawa trafiła do rządowej „zamrażarki”. Obecnie dawne pomysły wracają, ale ich realizacja ma się odwlec w czasie. Dzieci do 7. roku życia nie będzie wolno umieszczać w domach dziecka od 2014. Dopiero w 2017 roku nie będzie wolno wysyłać do domów dziecka dzieci poniżej 10. roku życia. Oczywiście stanie się tak, jeśli ustawa, która jest obecnie przygotowywana przez rządowych specjalistów od legislacji, w ogóle zostanie przyjęta przez parlament. Na razie jest tak, że dzieci przebywających w domach dziecka jest około 25 tysięcy (dane z 2008 roku), a rodzinnych form opieki nad nimi raczej ubywa, niż przybywa. Wynika tak z opublikowanego latem bieżącego roku raportu Najwyższej Izby Kontroli. Według niego, kandydaci na opiekunów osieroconych dzieci rezygnują najczęściej z powodu zbyt rygorystycznych wymagań i niedostatecznej pomocy finansowej.

Urzędniku, zainteresuj się
Po części problem leży także w sposobie podejścia do kwestii opieki nad dzieckiem w powiatowych ośrodkach pomocy rodzinie i ośrodkach pomocy społecznej. NIK przebadał 40 takich placówek. Na pozytywną ocenę zasłużyło jedynie siedem. Wymieńmy je z nazwy, bo warto publicznie chwalić tych, co czynią dobro. Są to: Miejskie Ośrodki Pomocy Społecznej w Suwałkach i Elblągu, Miejskie Ośrodki Pomocy Rodzinie w Piotrkowie Trybunalskim i Skierniewicach oraz Powiatowe Centra Pomocy Rodzinie w Lesku, Rzeszowie i Ustrzykach Dolnych. Niestety, według NIK, co czwarty powiat w ogóle nie był zainteresowany rodzicielstwem zastępczym. 27 proc. przygotowanych strategii rozwiązywania problemów społecznych nie zostało poprzedzonych diagnozą. Prawie co trzeci powiat nie prowadził bazy kandydatów na rodziców zastępczych. W ponad połowie powiatów nie ma ośrodków adopcyjno-wychowawczych. W badanych powiatach rozwiązano 676 rodzin zastępczych, a powołano mniej, bo tylko 581 nowych, przy czym w 15 proc. badanych powiatów domy dziecka (te duże) były przepełnione. Przyczyną, dla której rodziny zastępcze były rozwiązywane, było najczęściej usamodzielnienie się wychowanków albo ich powrót do rodzin naturalnych. Jedynie w niewielkim odsetku przypadków przyczyną rozwiązania rodziny zastępczej były trudności wychowawcze i niewłaściwe wypełnianie funkcji rodziny zastępczej.

Rodzice zastępczy? Podziwiam ich
W raporcie NIK-u pojawiły się elementy krytyczne wobec sądów. Zdarzały się przypadki, w których – decyzją sądu – rodzicami zastępczymi zostawały osoby karane albo takie, które w przeszłości porzuciły własne dzieci. Jednak przypadki te mogły przy bliższym zbadaniu okazać się mniej kontrowersyjne, niż się wydaje (jeśli, na przykład, rodzic zastępczy był karany za przestępstwo nieumyślne). Poza tym, jeśli nawet w pojedynczych przypadkach rodzina zastępcza nie spełniła pokładanych w niej nadziei, to jeszcze za mało, by uważać, że ta forma opieki nad najmłodszymi jest zła, a rodzice zastępczy krzywdzą swe przybrane dzieci. Przeciwnie, obiegowa opinia o rodzicach zastępczych jest bardzo dobra. Według badań socjologicznych, Polacy pytani, jak oceniają rodziców zastępczych, odpowiadają najczęściej, że ich ocena jest pozytywna, że są to ludzie godni szacunku, a nawet podziwu. Prawie trzy czwarte z nas uważa, że państwo powinno wspierać finansowo takie rodziny. Przeciw temu jest zaledwie co siódmy z nas. Zaledwie 1 proc. Polaków uważa, że taka forma opieki nad dziećmi jest nieodpowiednia.

Nie ma to jak dom
Warto też zauważyć, że opieka nad dziećmi w rodzinach zastępczych i rodzinnych domach dziecka jest tańsza niż w dużych placówkach. Ale nawet gdyby tak nie było, to rodzicielstwo zastępcze byłoby godne propagowania, bo zgodna opinia specjalistów potwierdza potoczne przekonanie, że dom rodzinny (nawet jeśli to tylko dom zastępczy) jest lepszym środowiskiem wychowawczym niż placówki duże. I nie jest to wina pracowników domów dziecka, którzy nieraz przecież pracują ofiarnie, z autentyczną miłością. Po prostu, dom to dom, a rodzina to rodzina.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama